Menu
Vyhledávání
Fotogalerie

Seniorátní (nejen) mládežová bohoslužba v Havířově-Bludovicích
zobrazení: 1350
Další fotografie...
Kalendář
<<  Listopad  >>
PoÚtStČtSoNe
  1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30    
Doporučujeme

Fotogalerie

Život s Bohem

Kazanie wigilijne

Biblický text: „Neboť Bůh tak miloval svět, že dal svého jediného Syna, aby žádný, kdo v něho věří, nezahynul, ale měl život věčný. Vždyť Bůh neposlal svého Syna na svět, aby svět soudil, ale aby skrze něj byl svět spasen. Kdo v něho věří, není souzen. Kdo nevěří, již je odsouzen, neboť neuvěřil ve jméno jednorozeného Syna Božího. Soud pak je v tom, že světlo přišlo na svět, ale lidé si zamilovali více tmu než světlo, protože jejich skutky byly zlé. Neboť každý, kdo dělá něco špatného, nenávidí světlo a nepřichází k světlu, aby jeho skutky nevyšly najevo. Kdo však činí pravdu, přichází k světlu, aby se ukázalo, že jeho skutky jsou vykonány v Bohu.“(J 3,16-21)



Oj, nie pasuje ten tekst do Świąt Bożego Narodzenia w ich potocznym rozumieniu, nie pasuje... Bo mówi zupełnie co innego niż człowiek chciałby słyszeć. Co innego niż głoszą ckliwe piosnki ludowe wmawiające ludziom, jak to pokój się im należy, bo mają w sobie przecież tyle dobrej woli...! W ogóle – gdyby przyjrzeć się tym Świętom, jakimż są one fenomenem! Przez cały rok mało kto spojrzy w stronę kościoła, ludzi którzy tam chodzą uważa się za margines słabeuszy, ewentualnie emerytek w moherowych beretach, pewną niszę w społeczeństwie, która nie wiadomo po co traci czas na czynności, z których nie wynika żaden zysk materialny, pieniędzy przez to nie przybędzie... A tu nagle święta obchodzi się z takim humbukiem, jako rzekomą pamiątkę urodzin kogoś, z czyją obecnością nie chcę się liczyć w ciągu całego roku, w kogo istnienie notorycznie i z całą siłą się zaprzecza.

Pewnie, że tak na dobrą sprawę to wcale nie pamiątkę przyjścia na świat Jezusa Chrystusa ludzkość obchodzi. Po prostu ludzie potrzebują „chleba i igrzysk” – a do tych ostatnich należało imprezowanie ku czci bogów różnego rodzaju, w zależności od części świata. A że ktoś wpadł na pomysł, by owego imprezowania użyć jako okazji do powiedzenia bliskim o prawdziwej Światłości, o tym że Bóg ma swój plan dla człowieka, o zwycięstwie dobra nad złem, choć tego tu na tej ziemi na razie nie widać, by opowiedzieć o tym, że Bóg narodził się jako człowiek, aby wszelkie ludzkie niedole wziął w zastępstwie człowieka na siebie – to już inna rzecz. Fajny pomysł. Tyle, że na tym najpłytszym poziomie była to i tak zawsze li tylko okazja, by się nażreć (choć to niezdrowo), by nadmiernym zdobywaniem dóbr – czytaj: kupowaniem ponad miarę i potrzeby – zagłuszyć wewnętrzną pustkę, by się porozckliwiać nad urodzonym jakimś tam Dzieciątkiem, pośpiewać sobie czy posłuchać uroczych piosneczek, pod których prymitywną i chwytną dla ucha melodyjką ukryte są proste treści mówiące o rzeczywistości trudów życia, o tym, że nawet cud przyjścia na świat tak naprawdę prawie że nikogo nie porusza ani nie czyni lepszym, o „nowiydzkach”, czyli przychodzeniu choćby z symbolicznym prezentem do rodziny, w której dziecko się narodziło... To takie ładne, wzruszające – zwłaszcza dla kobiet... A że stosunki międzyludzkie przez to ani o troszeczkę nie stają się lepsze, że po świętach wszystko pozostaje takie samo jak przed nimi, że nasz ludzki egocentryzm i tak najwięcej uwagi poświęcać będzie nadal samemu sobie – to już szczegół. Potem jeszcze tylko ktoś ze studentów, kto szczerze spojrzy na rzeczywistość wokół siebie, napisze w przeddzień Wigilii na szkolnej tablicy „Nienawidzę Świąt!” i można bawić się dalej. Tyle tylko, że dzisiejsze formy zabawy bywają inne, stąd też coraz więcej ludzi nie ma ochoty na tradycyjne tych dni obchodzenie...

Dobra, już dość się was naprowokowałem. Ale dobrze jest uświadomić sobie, skąd bierze się taki fenomen, że oto nagle cały świat obchodzi urodziny kogoś, w kogo istnienie, a już przynajmniej wpływ na swoje codzienne życie nie wierzy albo nic z tym wpływem nie chce mieć wspólnego. Dobrze uświadomić sobie, czego w tych świętach nie lubimy, a co nieodłącznie staje się zawsze ich częścią: to znaczy pewna doza obłudy i robienie czegoś, czego jedynym kryterium jest fakt, że „tak się zawsze robiło”, wypowiadanie i wyśpiewywanie przearcywielkich i szumnych słów, podczas gdy serce i życie pozostają zupełnie bez zmiany, bez jakiejkolwiek refleksji.

I ja myślę, kochani, że ten nasz dzisiejszy tekst biblijny też tak trochę prowokuje. W swej pierwszej części jest nam znany aż do bólu i pozornie już nic nowego nie może nam powiedzieć. I jest z nim tak samo, jak z nami. Bo niby wszystko już wiemy i każdy z nas potrafi tę historię własnymi słowami opowiedzieć. A jednak – kiedy zdobędziemy się na odwagę POMYŚLEĆ – zawsze odkryjemy coś, co dla naszego życia jest ważne, nawet kluczowe, a dotychczas żeśmy tego nie dostrzegali. I co roku te Święta mogą do nas w jakiś nowy sposób przemówić, czymś nas ubogacić.

Czyli jednak fajnie, że mamy i takie teksty, które mówią o czymś więcej, niż tylko o zewnętrznej – choćby jak bardzo sympatycznej albo dla innych drażniącej – powłoczce tradycji i potocznie obchodzonych zwyczajów. Możemy wznieść się troszeczkę ponad nie, uśmiechnąć się nad nimi albo uronić łezkę wzruszenia i popatrzeć głębiej – tam, gdzie patrzy Bóg. „Człowiek dostrzega to, co ma przed oczyma, ale Pan patrzy na serce”, czytamy w Starym Testamencie (1 Sm 16,7). I tu Słowo Boże dochodzi do sedna sprawy. „Światłość przyszła na świat”; tak, Jezus Chrystus narodził się, żył, pokazywał na czym człowieczeństwo ma polegać, oddał sam siebie w ofierze... Co to zmieniło? „Ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe”. Przez to, że obchodzić będziemy po raz 2016 urodziny Jezusa w Betlejem, nie zmieni się rzeczywistość, że żyjemy w świecie duchowego boju. Fakt, że chcemy te Święta obchodzić jako swego rodzaju synonim zwycięstwa dobra i światłości nad złem i ciemnością, tylko prowokuje te przegrane już moce ciemności, by pokazywały swoje pazury, by z całą mocą i dramatyzmem dawały raz po raz znać o sobie – że niby żyją i wcale pokonane nie zostały. Dlatego przed Świętami radości i pokoju zło tak agresywnie atakuje. Tam, gdzie toczy się wojna, a w jej tle znajduje się prawdziwy bój duchowy dobra ze złem. Tam, gdzie ludzie przygotowujący się do radosnego świętowania Bożego Narodzenia są raz po raz z niespotykaną dotąd cyniczną brutalnością atakowani przez siły ciemności – jak chociażby w tym tygodniu w Niemczech. Ale również tam, gdzie zło zdaje się opanowywać zwaśnione i skłócone siły polityczne, brutalnie obrzucające się nawzajem wszystkim, co tylko najgorsze i najbardziej brudne... Czyli zło działa nie tylko z zewnątrz, ale także od wewnątrz, wśród ludzi mieniących się za wierzących; przez nich – przez NAS samych... Bo to poróżnienie między ludźmi może się przejawić kiedykolwiek i gdziekolwiek w postaci muru dzielącego bliskie dotąd osoby. A szczególnie zaboli to właśnie przed Świętami czy w Święta. Wtedy będzie w piekle największa radość – że użyję tego nieco groteskowego języka, który zastosowałem także w radiowym felietonie.

Czyli nie pozostaje nam nic innego, jak tylko po raz kolejny przypomnieć starą dobrą prawdę, którą zawarł poeta Adam Mickiewicz w znanym zdaniu: „Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie”. Ciemności nie ubędzie w świecie, póki jej nie ubędzie we mnie samym. Fakt, że na środku kościoła postawimy jasełka albo będziemy śpiewać kolędy w domu przy wigilijnym stole, nie zlikwiduje ludzkiej zawziętości i głupoty, podobnie jak wzmożone patrole policyjne (za które jesteśmy wdzięczni, bo próby przestępcze na pewno ograniczą) nie unicestwią jednak źródła zła, które ludzi do ataku na drugiego człowieka posuwa. Ale faktem też jest, że dobro działa małymi kroczkami – i tak jak te niebieskie błyskające światełka mogą czemuś złemu zapobiec, tak i ten opłatek przy stole, i ta kolęda, mogą spowodować zastanowienie i refleksję.

Jednak dziś czytane Słowo Boże mówi nam o istocie rzeczy: Bóg przychodzi w ludzkim ciele na ten świat i pokazuje, co jest dobre, nie po to, byśmy z całej siły też usiłowali być dobrymi (a potem nam się czkawką odbija to, że jednak nie za bardzo potrafimy i ciągle zawodzimy); Światło przyszło na świat nie po to, abyśmy całą siłą swej woli starali się wypędzić ciemność z zakamarków naszych serc. Jezus – jak żeśmy na początku czytali – nie przychodzi po to, by nasze upadki analizować. Cel jest jeden. Przychodzi, by nas z tego bagna wyciągnąć. By uratować. By nas zbawić. To są wszystko synonimy, wyrazy które mówią to samo. On jako Ratownik nie roztrząsa przyczyn zapaści, w jakiej znalazł się pacjent, ale rzuca się, by odnowić i utrzymać akcję serca – by człowiek mógł ŻYĆ.

I choć bolejemy nad tym całym złem, które szaleje właśnie w okolicach Świąt – to paradoksalnie właśnie ono jedynie podkreśla i uwydatnia zwycięstwo Boże, i zbawienie w Jezusie Chrystusie. Zło szczerzy zęby, bo czasy są ostateczne; było tak już w okresie, kiedy Jezus chodził po tej ziemi i On sam to ludziom wokół starał się uzmysłowić. Ale to zło i ta ciemność są już zwyciężone. A z drugiej strony: dla człowieka, dla jego serca, wnętrza, motywacji i działania, dla jego codziennej rzeczywistości ważne jest, by owo przyjście nie pozostało tylko pamiątką wspominaną raz do roku. Ważne, byśmy tej Światłości pozwolili przeniknąć własne myślenie i własne życie. To jest tak samo jak z tą Reformacją: przez cały rok będziemy podkreślać, że nie mówimy o 500. rocznicy Reformacji, czyli o czymś, co dawno temu się zdarzyło i nie ma na nasze życie żadnego wpływu. Mówić mamy o 500 latach Reformacji – to znaczy, że jest to proces i Kościół jest temu procesowi nieustannie poddany. Tak samo nie mówimy o pamiątce urodzin kogoś, kto przed dwoma tysiącami z hakiem lat temu się urodził, ale zwiastujemy Tego, który codziennie przemienia nasze życie, bo żyje, bo jest prawdziwym Ratownikiem, który życie przywraca, bo jest Lekarzem, który uzdrawia ludzkie serca i zmiażdżone międzyludzkie relacje, bo jest prawdziwym Pasterzem Dusz, który jak Ojciec (na przekór wszystkim złym konotacjom) uświadamia nam stale na nowo naszą wartość: „Nazwałem cię twoim imieniem, moim jesteś; jesteś w moich oczach drogi, cenny i Ja cię miłuję” (Iz 43).

Popatrzmy z dystansu na nasz świat, nasz własny, mały i indywidualny, oraz ten globalny – i prośmy, by Zbawiciel, który dla nas przychodzi, nas i ten świat uratował.


| Autor: jak | Vydáno dne 24. 12. 2016 | 473 přečtení | Informační e-mailVytisknout článek
Nejbližší akce
Novinky
12.03.2017: Sprawozdanie z życia religijno-kościelnego Parafii ŚKEAW w Hawierzowie Suchej za rok 2016
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

28.12.2016: Porządek nabożeństw - 2017 - Přehled bohoslužeb

Právě vyšel nový přehled služeb Božích na rok 2017. V "papírové" podobě jej můžete obdržet od prosince v kostele při bohoslužbách nebo ve sborovém domě. Celý pořádek je ke ztažení zde.


09.01.2016: Projekt na záchranu varhan
Podrobné informace o varhanách v evangelickém kostele v Havířově-Prostřední Suché naleznete v tomto článku.

31.12.2015: Porządek nabożeństw 2016

Právě vyšel nový přehled služeb Božích na rok 2016. V "papírové" podobě jej můžete obdržet od prosince v kostele při bohoslužbách nebo ve sborovém domě. Náhled obálky najdete zde. Celý pořádek je ke ztažení zde

© 2003-2017 sbor Slezské církve evangelické augsburského vyznání v Havířově-Prostřední Suché
Tento web byl vytvořen prostřednictvím redakčního systému phpRS.