Menu
Vyhledávání
Kalendář
<<  Červenec  >>
PoÚtStČtSoNe
       1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31      
Fotogalerie

Život s Bohem

Jak się Chrystus objawia

Tekst biblijny: „Teraz raduję się z cierpień, które za was znoszę i dopełniam na ciele moim niedostatku udręk Chrystusowych za ciało jego, którym jest Kościół. Tego Kościoła sługą zostałem zgodnie z postanowieniem Boga, powziętym co do mnie ze względu na was, abym w pełni rozgłosił Słowo Boże, tajemnicę, zakrytą od wieków i od pokoleń, a teraz objawioną świętym jego. Im to chciał Bóg dać poznać, jak wielkie jest między poganami bogactwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały.” (Kol 1,24-27)

Mamy przed oczyma tekst, który w przeciekawy sposób rozwija nam myśli Święta Epifanii – czyli objawienia Jezusa Chrystusa, Zbawiciela szerokiemu światu, poganom...



Jest to bowiem podstawowe znaczenie tego święta, które inaczej „roboczo” moglibyśmy nazwać świętem ewangelizacji i misji. Oto bowiem widzimy przedstawicieli tzw. „narodów” – gojim z punktu widzenia pobożnych żydów, szerokiego spektrum ludów ziemi nie należących dotąd do Przymierza z Bogiem, którzy przybywają, by oddać pokłon Narodzonemu. Byłoby to wypełnienie, przynajmniej częściowe, starotestamentowych zapowiedzi prorockich o tym, iż narody przybywać będą ze wszystkich stron, by oddać hołd Bogu. Święto Epifanii i niedziele po nim się w kalendarzu liturgicznym znajdujące z różnych stron, pod różnymi kątami widzenia, przedstawiają owo objawienie – odkrywanie przez różne grupy ludzi czy też pojedyncze osoby tego, że Jezus jest Chrystusem, Zbawicielem, obiecanym przez Boga dla wyratowania, zbawienia swego ludu – ludu izraelskiego, który na Niego czekał – ale, jak się okazuje, nie tylko tego ludu. Mędrcy przybywający do Betlejem i składający hołd narodzonemu Zbawicielowi zdają się już „od zarania” Ewangelii legitymizować zwiastowanie zbawienia poganom. Dlatego też w tym kontekście szczególnie zabrzmiewa przez nas dziś czytany tekst pióra apostoła Pawła.

W pewnym momencie zaczyna on rozumieć, iż powołanie do zbawienia nie ogranicza się li tylko do narodu żydowskiego. W księdze Dziejów Apostolskich opisany jest taki moment zwrotny w rozdziale 13. Paweł i Barnaba przemawiają do żydów w Antiochii w kolejne sabaty; czytamy o tym, iż „... w następny sabat zebrało się prawie całe miasto, aby słuchać Słowa Bożego. A gdy Żydzi (tzn. żydowscy przywódcy religijni) ujrzeli tłumy, ogarnęła ich zazdrość, i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł. Wtedy Paweł i Barnaba odpowiedzieli (...): Wam to najpierw miało być opowiadane Słowo Boże, skoro jednak je odrzucacie i uważacie się za niegodnych życia wiecznego, przeto zwracamy się do pogan”. I tu następuje uzasadnienie biblijne tego kroku – cytat z Izajasza 49,6: „Ustanowiłem cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi”. I co się stało? „Żydzi (...) wzniecili przeciw Pawłowi i Barnabie prześladowanie, i wypędzili ich ze swego okręgu”. Od tego momentu apostoł Paweł uważany jest za apostoła pogan, a podsumowaniem jego „całożyciowej” misji staje się określenie go Apostołem Narodów.

W naszym fragmencie Listu do Kolosan pisze swoim adresatom o owej tajemnicy „zakrytej od wieków i od pokoleń, a teraz objawionej świętym”, którym „Bóg chciał dać poznać, jak wielkie jest między poganami bogatcwo chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w was, nadzieja chwały”. Wyjaśnia kwestię owej tajemnicy sam apostoł w innych listach. Na przykład w najstarszym swoim Liście do Efezjan wyłuszcza tę sprawę bardzo dokładnie w rozdziale 3.: „... Została mi odsłonięta tajemnica, (...) która nie była znana synom ludzkim w dawnych pokoleniach, a teraz została przez Ducha objawiona jego świętym apostołom i prorokom, mianowicie, że poganie są współdziedzicami i członkami jednego ciała i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie”. Tak samo pod koniec Listu do Rzymian pisze o tajemnicy „... przez długie wieki milczeniem pokrytej, ale teraz objawionej i przez pisma prorockie według postanowienia wiecznego Boga obwieszczonej wszystkim narodom, żeby je przywieść do posłuszeństwa wiary” (Rz 16,25-26).

Nie jest to więc nic nowego, żadna nowa nauka. Jest to odwieczny plan Boga, powzięty w miłości do stworzenia, do człowieka, który oddalił się od Bożego obrazu w nim i sam swoim grzechem, odstępstwem i buntem skazał się na śmierć, na wieczność w oddzieleniu od Boga – źródła życia, światłości, dobra... Jak pisze Paweł, było to coś, co nie tylko było postanowione, co więcej było obwieszczone w pismach prorockich – jednak naród wybrany jak gdyby o tym zapomniał, zapatrzony we własne dzieje, może we własną tragedię narodową, nie odczytywał tych słów, przechodził ponad nimi, dlatego też ta kwestia była „pokryta milczeniem przez długie wieki”. Ponowne odczytanie i odkrycie tej tajemnicy jest początkiem misji – w tym momencie może zbyt szumnie by brzmiało sformułowanie „misji Kościoła” – może na razie „chrystusowców”, świadków i wyznawców Ewangelii, którzy rozpraszaja się w wyniku prześladowań po całym świecie, i tam gdzie są, stają się znakiem Bożego zbawienia dla człowieka. To jest ów „Chrystus w was, nadzieja chwały”, jak pisze apostoł. Chrystus, który jest widzialny w życiu, wyznaniu i cierpieniu swoich naśladowców. Gdziekolwiek się znajdą, w jakkolwiek trudnej sytuacji – widać w nich Chrystusa. I w tym jest nadzieja przywrócenia człowiekowi chwały Bożego stworzenia, dziecięctwa Bożego, owego obrazu Boga w człowieku, który przez grzech został zaburzony, zniekształcony i którego natura ludzka nieomal zupełnie została pozbawiona. No, a ostateczną legitymizacją misji tego „wyjścia do pogan” i wszystkich innych niż żydowski narodów będzie później zapis Ewangelii, w której znajdą się słowa samego Jezusa: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem” (Mt 28,19-20).

Pytamy, co to dziś znaczy dla nas? Że mamy wysyłać misjonarzy na cały świat? Na pewno. Nie można ustawać w zwiastowaniu Ewangelii, bo w każdym nowym pokoleniu tak wielu jest tych, którzy jej jeszcze „nie usłyszeli”, jeszcze do nich nie dotarła, nie dotarła do ich serc. Jeszcze wciąż istnieją języki, na które Dobra Nowina o Chrystusie nie została przetłumaczona, choć powszechnie wydaje się, że jest ogólnie dostępna. Ale jakże wiele jest miejsc, gdzie jest uciskana, gdzie nie wolno jej zwiastować – i tam działa Kościół „podziemny”, nielegalny – mówiliśmy o tym na wspólnym nabożeństwie u nas w Suchej na Szczepana, przeżywając Dzień Modlitw za Prześladowany Kościół, np. w Jemenie czy Erytrei i dla tego ostatniego nielegalnie działającego Kościoła organizując też zbiórkę. Jednakże dla nas dziś zgromadzonych w Pamiątkę Objawienia Chrystusa Niewierzącym ma to znaczyć jeszcze coś więcej. W nas na co dzień, wszędzie gdzie się znajdziemy, ma objawiać się Chrystus! Chrystus w nas – oto tajemnica, którą i dziś świat ma (musi, jeżeli mamy być Bożemu głosowi posłuszni) poznać; a w tym celu Pan Bóg chce używać mnie i ciebie. W naszym zachowaniu i postępowaniu wobec ludzi, w naszych decyzjach, ogólnie w przesłaniu, jakie z sobą niesie nasze życie – kogo tam widać? Czy widać tam gdzieś za tym wszystkim Chrystusa? Czy Jego zwiastuje nasza postawa życiowa?

To właściwie nie jest tak, że my jako Jego uczniowie, w Jego imię ochrzczeni i Jego imię noszący, możemy się ukryć, żebyśmy Mu przypadkiem nie robili wstydu, kiedy upadniemy, kiedy nie jesteśmy świadomi swojej misji, kiedy gorszymy zamiast inspirować... Jezus mówi: „jesteście światłem”, „jesteście solą”, najwyżej zwietrzałą, ale zawsze JESTEŚCIE. Świadczymy o Nim, chcemy czy nie, w dziejach historii naszych krajów, naszego kontynentu – co najwyżej jest to smutne świadectwo naszej obojętności, naszego odstępstwa, nieposłuszeństwa, niewierności... Natomiast tam, gdzie chrześcijanie są prześladowani, ale nie wyobrażają sobie, że mogliby zaprzeć się swojego Zbawcy, który się za nich przecież ofiarował, który im dał swoje nowe życie, który im grzechy odpuścił i stale na nowo każdego dnia odpuszcza oraz posila ich w ich sytuacji – tam są oni owym żywym świadectwem i tam Kościół rośnie, choć w ucisku, choć nielegalny, choć prześladowany.

Jaką ewangelię zwiastuję moim życiem? Czy widać we mnie Chrystusa? Czy jest we mnie nadzieja przyszłej chwały? Czy chwałę Bożą, ów Boży obraz włożony do serca każdego człowieka, widać we mnie? Prośmy, by ten obraz, tę chwałę, Duch Boży w nas wydobywał na jaśnię, „na widok”, by o Chrystusie i Jego zbawieniu mogły nasze postawy i życie mówić ludziom, pośród których na co dzień żyjemy.

I jeszcze tam jest jedna ciekawa rzecz w tym wierszu 24.: cierpienia i prześladowania, które znosi apostoł, oznacza jako „dopełnienie udręk Chrystusowych za ciało Jego, którym jest Kościół”. Czy nie jest to przypadkiem zbyt wielka zuchwałość, tak mówić? Jakoś to niezbyt „stroi” z naszym ewangelickim poczuciem wszechogarniającej łaski, trącą nam te słowa uczynkowością. Cierpienie pojedynczego człowieka, znoszone dla Chrystusa, jako odpełnienie na własnym ciele tego, co już raz na krzyż zaniósł i czego tam dla nas, dla naszego zbawienia doświadczył Chrystus. Czyż Jego ofiarę trzeba jeszcze jakoś uzupełniać? Czyżby nie była wystarczająca? Skoro nawet „ofiarnictwem” nam trąci katolickie „powtarzanie” raz na zawsze złożonej ofiary Chrystusowej w rozumieniu eucharystii – co zrobić z tymi słowami apostoła Pawła? Pewnie gdybyśmy sami cierpieli, to byśmy te słowa lepiej i inaczej rozumieli, i mieli mniej zastrzeżeń. Pisali o tym niektórzy Ojcowie Kościoła i wczesnochrześcijańscy autorzy. Przykładowo Teodor z Mopsuestii raduje się z faktu, iż może dostąpić owego przywileju: „I tak się cieszę także w moim cierpieniu dla was; gdy Chrystus przedtem dla waszego dobra cierpiał, aby przez swoje zmartwychwstanie wam swoje ciało ofiarować, ja uzupełniam to, czego Jego udrękom za was jeszcze brakuje”. Udział w owej tajemnicy współcierpienia z Chrystusem, to zaszczyt i źródło radości. Tak samo pisze syryjski biskup Severian z Gabali: „Raduję się w moim cierpieniu dla was. Dlaczego dla was? Ponieważ On cierpiał, aby obwieścić wam orędzie radości”. Cierpienie i radość idą tutaj w parze – jak pisał Paweł: „/jesteśmy/ zasmuceni, ale zawsze weseli” (2 Kor 6,10). Tymczasem my, którzy mamy wszystkiego pod dostatkiem, a nawet za dużo, jesteśmy nieraz przeciwieństwem tej postawy; trzeba by o nas powiedzieć, że jesteśmy jako mający wszelkie powody do radości i wdzięczności – a jednak smutni i bez celu...

Ciekawa jest interpretacja ojców antiocheńskich, którzy zauważają, że Odkupienie – chociaż dokonało się raz na zawsze – to jednak stale „potrzebuje tego tajemniczego dopełniania ofiarą dźwigania tak wielkiego ciężaru, którym jest zło i ból ludzkości”. W takim sensie wierzący, który współuczestniczy (w ramach powszechnego kapłaństwa) w bólu ludzkości, współodczuwa go, ta boleść go na różne sposoby dotyka, staje się uczestnikiem cierpienia Chrystusowego i Jego bólu krzyżowego. To jak gdyby „ciąg dalszy” owej tajemnicy, codziennego misterium bycia świadkiem Chrystusa, o którym pisał apostoł Paweł w naszym liście. Jan Chryzostom czyli Jan Złotousty rozwiązuje tutaj problem ewentualnej pychy (bo też, myslę, w przypadku prawdziwego cierpienia o żadnej pysze nie może być mowy): „... Te słowa nie są wyrazem pychy, ale silnej więzi, miłości Chrystusa, ponieważ apostoł chce swoje cierpienie widzieć nie jako własne, ale jako Chrystusowe i to mówi, aby Kolosanie połączyli się z Chrystusem”. Co więcej, właśnie swoim listem do tego połączenia ich zachęca. Jak gdyby /wzywał ich i nas: Dołączcie się swoim codziennym życiem, a gdy trzeba, to i cierpieniem, współcierpieniem z ludźmi obok was, do owego cierpienia Chrystusa za was i za nich. Przez to „współ-czucie” i „współ-uczestnictwo” będą w was lepiej widzieli Chrystusa, który ich rozumie, bo za umierających i cierpiących z powodu grzechu się ofiarował; wziął ich grzechy i ich śmierć na siebie. Wówczas w was zobaczą ludzie nadzieję, jaka dla nich także jest przeznaczona w Chrystusie.

Pamietajmy o tym, kochani. Oby nasze chrześcijaństwo, nasze naśladowanie Zbawiciela nie było taką „tajemnicą na wieki zakrytą”, o której nikt nie może się dowiedzieć. Niechaj Epifania nie będzie kolejnym dniem wspomnieniowym czegoś, co się kiedyś przydarzyło mędrcom ze wschodu. Niech realizuje się w nas na co dzień owo objawienie Bożej łaski, chwały i miłości do człowieka, za którego Chrystus przyszedł się ofiarować. Oby Chrystus był widzialny i w nas, i tak mógł objawić się – stać się Panem i Zbawicielem dla wielu z naszego otoczenia.


| Autor: jak | Vydáno dne 04. 01. 2018 | 461 přečtení | Informační e-mailVytisknout článek
Novinky
19.04.2018: Sušská rybka na Facebooku
Informujeme, že stránku našeho farního sboru najdete také na Facebooku: Sušská rybka Fb. Można tam znaleźć wszelkie aktualne informacje dotyczące życia zborowego oraz ciekawych inicjatyw, godnych polecenia.

18.03.2018: Zpráva ze života a práce sboru za rok 2017
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

12.12.2017: Porządek nabożeństw - 2018 - Přehled bohoslužeb

Právě vyšel nový přehled služeb Božích na rok 2018. V "papírové" podobě jej můžete obdržet od prosince v kostele při bohoslužbách nebo ve sborovém domě. Celý pořádek je ke stažení zde.


12.03.2017: Sprawozdanie z życia religijno-kościelnego Parafii ŚKEAW w Hawierzowie Suchej za rok 2016
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

© 2003-2018 sbor Slezské církve evangelické augsburského vyznání v Havířově-Prostřední Suché
Tento web byl vytvořen prostřednictvím redakčního systému phpRS.