Menu
Vyhledávání
Kalendář
<<  Duben  >>
PoÚtStČtSoNe
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30      
Fotogalerie

Život s Bohem

Bóg zawrócił czas

Biblický text: „Přišel do Nazareta, kde vyrostl. Podle svého obyčeje vešel v sobotní den do synagógy a povstal, aby četl z Písma. Podali mu knihu proroka Izaiáše; otevřel ji a nalezl místo, kde je psáno: 'Duch Hospodinův jest nade mnou; proto mne pomazal, abych přinesl chudým radostnou zvěst; poslal mne, abych vyhlásil zajatcům propuštění a slepým vrácení zraku, abych propustil zdeptané na svobodu, abych vyhlásil léto milosti Hospodinovy.' Pak zavřel knihu, dal ji sluhovi a posadil se; a oči všech v synagóze byly na něj upřeny. Promluvil k nim: "Dnes se splnilo toto Písmo, které jste právě slyšeli."“ (L 4,16-21 - text na Nový rok)


„Na nowo jeden rok przeminął” – chciałoby się zacytować za autorem pieśni z kancjonału; kolejny jest za nami, a oto dziś w nowy rok wkraczamy. Dziwne i ciekawe to jest z nami, ludźmi, uwikłanymi niczym larwa w kokon w odliczanie czasu, minut, godzin, dni i lat... Przecież od wczoraj świat się w żaden, ale to absolutnie żaden sposób nie zmienił, myślę że nawet dla większości z nas ta jedna noc sylwestrowa nic nowego nie przyniosła – no, może poza klikoma złymi, tragicznymi wiadomościami, które podadzą dziś w „Wiadomościach” albo kilkoma dobrymi, które wymienimy wraz z życzeniami po nabożeństwie, gdy będzie czas uścisnąć dłoń sąsiadom i przyjaciołom. A jednak dla nas – jak my to mówimy – kamień milowy. Niczym ten słupek przy drodze, na którym kolejny kilometr jest zapisany. Dziś jeździmy tak szybko, że przelatujemy gdzieś „ponad” tymi słupkami, nie pamiętamy już, że kiedyś takie były... No to inaczej: kolejny „exit” na naszej autostradzie życia. Droga z nowym numerem w naszej życiowej nawigacji. 2015 tam pisze. Rok Pański. Bo gdyby nie Pan, gdyby nie Ten, dla którego i przez którego się tu dziś zbieramy, mielibyśmy w kalendarzu inną liczbę. I poza tym, myślę że życie większości z nas dziś tutaj obecnych wyglądałoby inaczej. Ubożej, bez większego sensu, bez głębi, bez bogactwa niektórych relacji. Zresztą, sami się zastanówcie, czego by wam brakowało i jak wyglądałoby nasze życie bez Tego, który nadaje wartość naszym dniom, który kocha i uczy miłować...

Czternasty rok za nami. Co prawda znaliśmy się wcześniej przez trzy lata, ale nie był to taki związek, jak pomiędzy dwoma najbliższymi sobie osobami. Raczej sympatia, taka normalna znajomość, jak pomiędzy ludźmi, którym dane jest spotkać się na drodze życia przelotnie, na chwilę. Dopiero kiedy Bóg połączył nas na tej wspólnej drodze, kiedy patrząc wstecz nie mogliśmy nie dziękować Mu za dziwne i cudowne prowadzenie, takie jakiego nikt z ludzi by nie zaplanował, mogliśmy odkryć, jak to pięknie zostało wymyślone, że jesteśmy razem. Dziękuję wam za te wszystkie lata, za to, czego przez ten czas mogłem od was się nauczyć. Czego mogliśmy nauczyć się od siebie nawzajem; mam nadzieję. Dziękuję za to, jak ubogaciliście mnie sobą. Kiedy oglądamy zdjęcia nie tak przecież dawne, zdumiewamy się, jak wielu spośród nas nie ma już tutaj, pomiędzy nami. Aż się w to nie chce wierzyć – przecież byli jeszcze przed chwilką, zdawało by się wczoraj... Jak to dobrze, że nie żyją ci nasi drodzy tylko w naszej, ludzkiej pamięci. Wtedy życie człowieka byłoby stracone. Jak dobrze, że Pan obdarza nadzieją i życiem ponad czasem. Jak dobrze, że zjazd z tej naszej - nazwijmy to - „drogi krajowej” jest wjazdem na o wiele wygodniejszą autostradę.

Trzynaście lat za nami. A nawet czternaście. Wkraczamy w dalszy roczek, który przynosi nowe relacje, nowe drogi i plany, rodzą się nowe dzieci – niektóre już tu są, na przyjście innych czekamy. I jakkolwiek by nie bolało to, co zostało rozdarte, jakkolwiek trwałym by nie było to, co na zawsze w sercu pozostanie, jakkolwiek by nie cieszyło to, czego z nadzieją się wyczekuje – przed nami jest Rok Pański. Właśnie ten piętnasty. Dwa tysiące piętnasty. Jasne, był tam jakiś mnich, który kiedyś przy liczeniu czasu się „machnął” o sześć lat bodajże; to wszyscy wiemy – symbolu to nie zmienia, nie zmienia faktu, że Pan tu jest, że jest blisko, że dla nas przyszedł Bóg-Człowiek i z tego powodu czas inaczej mierzymy. Dziś w tekście, który żeśmy przeczytali, widzimy to także nieomal symbolicznie. Jest nowy dzień. Niby nic się nie zmieniło. Nikt by niczego szczególnego nie zauważył. Człowiek jest, jaki był. Pobożni i bezbożni pozostali tacy sami. Jednak do synagogi w mało znanej mieścinie Nazaret wchodzi młody Żyd, na niego wypada, że ma czytać Pismo – podają mu zwój i czyta fragment o Mesjaszu. O Tym, którego lud wyczekuje, piszcząc nieraz cienko, ściskany powrozami okupanta. To znane słowo nadziei, zwiastujące – jak dalej czytamy – „płaczącym nad Syjonem zawój zamiast popiołu, olejek radości zamiast szaty żałobnej, pieśń pochwalną zamiast ducha zwiątpienia”. I mamy tu nawet nasze drzewko jubileuszowe, w czternastym roku zasadzone: dąb. „I będą ich zwać dębami sprawiedliwości, szczepem Pana ku jego wsławieniu. I odbudują starodawne ruiny, podźwigną opustoszałe osiedla przodków, (...) opustoszałe od wielu pokoleń; (...) wszyscy, którzy ich ujrzą, uznają ich za ród błogosławiony przez Pana” (Iz 61). Skoro w Ewangelii mamy zacytowane pierwsze słowa, możemy przypuszczać, że cały ten rozdział czytał Jezus. A nawet, czego nie przeczytał, obznajomiony z Pismem pobożny Żyd dopowiedział sobie z pamięci. Cały ten tekst możemy przyjąć jako nasz. Czemu? Bo zaraz potem staje się coś, czego nikt tam w nazareckiej synagodze się nie spodziewał. Cudownie prowadzi narrację pan doktor, który Ewangelię spisał. To nie tylko lekarz, to prawdziwy mistrz pióra: „I zamknął księgę, oddał ją słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w niego wpatrzone. I wtedy zaczął do nich mówić: Dziś wypełniło się to pismo w oczach waszych”.

Szczególnie mocno brzmi ten akcent, kiedy tekst się w tym miejscu urwie. Tak jak „urwaliśmy” go my dzisiaj. Ale gdybyśmy czytali dalej – co możecie zrobić po przyjściu do domu – zobaczylibyśmy, że to ani takie proste, ani tak efektowne, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Za dobrze tam, w Nazarecie, Jezusa znają, choć się w Betlejem urodził, choć trochę świata jako dziecko z rodzicami przemierzył. Nawet mnie, choć się w Suchej nie wychowywałem, wielu znało od dziecka i było to bardzo sympatyczne. Co dopiero mówić o człowieku, który od młodych lat tuż obok, w sąsiedztwie się wychowywał. Padają słowa jednego z cytatów, który nawet ja znam z podstawówki: „Medice, cura te ipsum” (No, co znaczą? Też żeście się tego uczyli: „Lekarzu, ulecz siebie samego”), a potem wielkie wzburzenie, wielki gniew, wyprowadzają Jezusa na szczyt góry, „aby go w dół strącić”. No, faktycznie, miasto nie leży na równinie, raczej położone jest w niecce na stokach wzgórz. Ale wiecie co? Jakoś dziwnie przypomina mi ta góra, z której Jezus ma być strącony, inną sytuację, inny szczyt. Ten, z którego pokazuje Mu cały świat kusiciel podczas próby na pustyni. „Dam ci tę całą władzę i chwałę” – powiada kusiciel. Jeśli tylko oddasz mi pokłon, to wszystko będzie twoje. Ale Jezus wie, że to jest Jego: „Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu będziesz służyć”. Albo szczyt świątyni, chciałoby się powiedzieć: świątyni tego świata. „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół” – chyba po to, aby przetestować, czy też rzeczywiście aniołowie uratują Go i będą Mu służyli, Wybranemu Bożemu. Jezus odpowiada jeszcze jaśniej: „Nie będziesz kusił Pana, Boga swego”. Wiecie, gdzie jest ta historia? U Łukasza, zaraz przed tą dziś przeczytaną. Dlatego niektórzy egzegeci jednoznacznie w owym „szczycie góry” na którym ponoć położone było miasto, choć na szczycie nigdy nie było, rozpoznają kolejny „szczyt kuszenia”, test mesjański. Są takie momenty, które zdają się krzyczeć „Jestem twoją próbą”. Musimy przez nie przejść, jeżeli ma się okazać, że Bóg jest wierny. A wówczas, kiedy wstecz spojrzymy na drogę, którą Pan nas prowadził, zobaczymy jak bardzo dokładnie Jego słowo się wypełniło. Zobaczymy, jak On jest mocny, pomimo naszych obaw, trwogi i niestałości. A po czasie nawet stwierdzimy, że to co wydawało się górą z trwogą ziejącym urwiskiem, jest łagodnym zboczem, które podnosi nasz wzrok wdzięczności w górę, ku Bogu...

Liturgia Nowego Roku i przodkowie naszej wiary, którzy nam czytania biblijne tak ciekawie ułożyli, wskazują poprzez fragment z Łukasza na ów nowy początek. Na początek nowej ery, nowego czasu. My to już nazwiemy: Nowego Testamentu, w kontraście do Testamentu Starego. Ten testament pozostawił Bóg nam, swoim dzieciom. Pamiętacie, jak to było w Wigilię? „Słowo stało się ciałem, aby ciało mogło stać się słowem”. To nie tylko te słowa z Ewangelii czy listów apostolskich, ale my teraz, nasze życie, współczesnych uczniów Pańskich, staje się świadectwem dla świata. To my stajemy się testamentem, który mają przeczytać ludzie wokół nas. Nieraz innego Nowego Testamentu, innej Ewangelii, innego Słowa Bożego ludzie wokół nas nie przeczytają! Czy przeczytają z nas, z naszego życia, z naszych postaw coś o miłości Boga do człowieka? Czy wskazujemy tak na Jezusa, jak Jezus wskazywał na Ojca? W dzisiejszej Ewangelii czytamy, że w Jezusie Bóg zawrócił czas. Tego fizycznie nie da się zrobić, a jednak o czymś takim w historii świata tu czytamy. Bóg w przyjściu swego Syna zawrócił czas. Do tego stopnia, że nawet symbolicznie liczymy go od nowa. Ale ważniejsze jest to, co stało się „w realu”, że użyję współczesnego slangu. Uczniowie, których Jezus spotyka i zaprasza na swoją drogę, podają dokładną godzinę, kiedy ich życie „zawróciło w miejscu”. To nie znaczy, że każdy musi znać godzinę i datę swojego nawrócenia – chodzi o fakt, o to, że kiedy Bóg wkracza w ludzką historię, to jest to czymś tak znaczącym, że nie da się tego pominąć milczeniem.

Na progu „piętnastego” mówi nam Bóg, że jest tu z nami, w naszym punkcie historii. Pokazuje, że chce tworzyć nowe. Słyszymy Jego Słowo i jest dla nas tak piękne, że aż boimy się w nie uwierzyć. Słowa o weselnych szatach radości, o żywotności dębu... my, w małym „suchym” zboreczku, który boi się, jak długo jeszcze przetrwa, bo przecież i tak zaniedługo nie będzie miał na utrzymanie pastora... Co z nami będzie? Czy warto żyć, bojować, inwestować? Jaka przed nami przyszłość? Jezus zwiastuje nam dziś Dobrą Nowinę, mówi o Roku Pana, który jest pełen łaski i miłosierdzia z Jego strony. Zechciejmy to przyjąć i uwierzyć Słowu Bożemu. Uchwycić się go wiarą i w gorliwej modlitwie prosić za naszą rzeczywistość, by ją Duch Boży także za sprawą naszego świadectwa przemieniał. By nam wskazywał nowe drogi, jak powiedzieć ludziom, że Bóg ich kocha i ma dla ich życia swój plan. Przyjmijcie ten tekst o miłości Bożej w Roku Pańskim 2015 jako moje dla was życzenia – żadna bowiem próba nie jest tak wielka, by mogła pokonać Tego, który jest z nami, bo obiecał: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Jak to było?

„Wszystkie troski, wszystek ból
imię Jego nam osłodzi;
przeciwności On, nasz Król,
w błogosławieństw zdrój przerodzi.
Jezu, święte imię Twe
tarcza to i słońce me!”
(ŚE 94,4 – pieśń przed kazaniem)

Amen.


| Autor: jak | Vydáno dne 30. 12. 2014 | 2098 přečtení | Informační e-mailVytisknout článek
Novinky
19.04.2018: Sušská rybka na Facebooku
Informujeme, že stránku našeho farního sboru najdete také na Facebooku: Sušská rybka Fb. Można tam znaleźć wszelkie aktualne informacje dotyczące życia zborowego oraz ciekawych inicjatyw, godnych polecenia.

18.03.2018: Zpráva ze života a práce sboru za rok 2017
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

12.12.2017: Porządek nabożeństw - 2018 - Přehled bohoslužeb

Právě vyšel nový přehled služeb Božích na rok 2018. V "papírové" podobě jej můžete obdržet od prosince v kostele při bohoslužbách nebo ve sborovém domě. Celý pořádek je ke stažení zde.


12.03.2017: Sprawozdanie z życia religijno-kościelnego Parafii ŚKEAW w Hawierzowie Suchej za rok 2016
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

© 2003-2019 sbor Slezské církve evangelické augsburského vyznání v Havířově-Prostřední Suché
Tento web byl vytvořen prostřednictvím redakčního systému phpRS.