Menu
Vyhledávání
Kalendář
<<  Duben  >>
PoÚtStČtSoNe
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30      
Fotogalerie

Život s Bohem

Jak to jest, gdy po raz trzeci każe się na ten sam tekst

Tekst biblijny: „I miał Paweł w nocy widzenie: Jakiś Macedończyk stał i prosił go, mówiąc: Przepraw się do Macedonii i pomóż nam. Gdy tylko ujrzał to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii, wnioskując, iż nas Bóg powołał, abyśmy im zwiastowali dobrą nowinę. Odpłynąwszy z Troady, zdążaliśmy wprost do Samotraki, a nazajutrz do Neapolu, stamtąd zaś do Filippi, które jest przodującym miastem okręgu macedońskiego i kolonią rzymską. I zatrzymaliśmy się w tym mieście dni kilka. A w dzień sabatu wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie, jak sądziliśmy, odbywały się modlitwy, i usiadłszy, rozmawialiśmy z niewiastami, które się zeszły. Przysłuchiwała się też pewna bogobojna niewiasta, imieniem Lidia, z miasta Tiatyry, sprzedawczyni purpury, której Pan otworzył serce, tak iż się skłaniała do tego, co Paweł mówił. A gdy została ochrzczona, także i dom jej, prosiła, mówiąc: Skoroście mnie uznali za wierną Panu, wstąpcie do domu mego i zamieszkajcie. I wymogła to na nas.” (Dz 16,9-15)


Gdyby nie ten męczący kaszel, który stale powraca i powraca, byłoby super... Jest takie przyjemne przedwiośnie, że mi to całkiem przypomina Czas Pasyjny. Naprawdę to jest dla mnie najpiękniejszy okres w roku, kościelnym i kalendarzowym – nawet o tym pisałem w rozmyślaniu do „Przyjaciela”, ale trzeba było te wyznania obciąć, bo było mało miejsca. Dzisiaj niedziela Sexagesimae (czyli Sześćdziesiątnica), potem Estomihi („Bądź mi skałą obronną...”) i już Czas Pasyjny. Ksiądz Szlauer z Ostrawy już ostatnio zamykał „bazę danych”, żeby zrobić rozpis nabożeństw postnych. Powiecie: „Tyn zaś fulo; tóż już ganc ni mo o czym mówić?” Nie, to ma związek i z tekstami biblijnymi, i z kazaniem. Cała dzisiejsza niedziela mówi o mocy Słowa Bożego. W naszym tekście czytamy o tym, jak Duch Boży musi czasem otworzyć przed człowiekiem jakieś nieznane dotąd drogi, by ewangelia o Chrystusie mogła zostać zaniesiona tym, którzy jej potrzebują. I z tymi drogami, wędrowaniem, najbardziej właśnie kojarzy mi się Post. Zawsze przypominamy w kazaniach, że to czas wyciszenia, refleksji, nawrócenia. Bo tak jest. Ale dla księży, kaznodziejów, to chyba przede wszystkim czas przemiłych „podróży misyjnych”, że je tak sobie pozwolę szumnie nazwać. Choć nieraz tylko – jak to mówią – „za próg”. Strasznie fajne jest to odwiedzanie domowników wiary w różnych zborach – po latach się te zbory powtarzają i człowiek po raz któryś z kolei przychodzi do tych samych ludzi – by się nawzajem zachęcać w wierze, przekazując pozdrowienia od zboru macierzystego; by i tu do nas znowu inni zawitali ze słowem podnoszącym na duchu, bo Bożym, a nie swoim tylko...

Jest to choć trochę podobnie jak wówczas, gdy Paweł z Barnabą odwiedzali zbory w Małej Azji. I wiecie, czytamy dziś o takim momencie, że chcieli dalej kontynuować tę służbę zachęcania i podnoszenia na duchu wierzących – mieli iść w stronę mojej ukochanej Licji i zachodniego wybrzeża z Efezem na czele, mowa jest o leżącej dalej na północ Bitynii... a tu nic z tego. Duch Święty przeszkodził... Tak, to dosłowny cytat z wiersza 6., a w 7. napisano: „... chcieli iść do Bitynii, lecz Duch Jezusa nie pozwolił im”. Dziwne te drogi Chrystusowego Kościoła! Bo, kochani, trzeba nam przypomnieć sobie, że jeszcze chwilę przedtem Paweł z Barnabą poróżnili się, i to do tego stopnia, że ich ścieżki się rozeszły! Każdy poszedł w inną stronę. Dlatego nabieram odwagi, by mówić o tych naszych maciupeńkich „podróżach misyjnych śląskich” – gdy widzę, że apostołowie byli ludźmi jak my. Jak my różnili się w poglądach na różne sprawy. Tym razem nie poszło o dogmaty i kwestie wiary, ale o ocenę człowieka. Jeden bronił współpracownika, który apostołów opuścił i, jak widać, mocno tym Pawła zranił – drugi nie chciał już nawet o tym człowieku słyszeć. Barnaba bierze swojego krewnego, na którym się Paweł zawiódł i idzie w jedną stronę, Paweł z nowo pozyskanym Tymoteuszem idzie w drugą. Ale widzimy, że i w tych sporach działa Duch Święty. On tu jest po to, by uwielbić Chrystusa, byśmy z Jego pomocą mogli usłyszeć Słowo Boże, zrozumieć je, zostać przez nie przekonani, nawróceni i przez nie prowadzeni. Bez Ducha Bożego nic by się nie działo. Wszelki efekt zwiastowania Słowa jest li tylko dziełem Ducha Świętego. A On – jak się okazuje – działa nawet poprzez rozejście się w różne strony jednomyślnych dotąd współpracowników. A potem musi dalej nimi kierować, żeby poszli tam, gdzie trzeba. Bo nie mieli księdza Wilusia Szlauera, który by im zrobił „rozpiskę”, dokąd w którym dniu trzeba się udać...

Moc Ducha Świętego, działająca poprzez Słowo Boże – to naczelny temat dzisiejszej niedzieli. Czytaliśmy od ołtarza z Listu do Hebrajczyków o tej skuteczności – autor biblijny pisze, że jest lepsza niż rzymski wynalazek militarny, krótki obosieczny miecz mekaira. Dzięki tej broni Rzymianie podbili świat. A tu jest mowa, że Słowo Boże jest jeszcze bardziej żywe i o wiele bardziej skuteczne w swym działaniu! To dzięki Słowu Boga i mocy Ducha Świętego, przemieniającego ludzkie życie, chrześcijaństwo podbiło o wiele szersze tereny niż Rzym, i podbija nadal dalsze i dalsze, także w naszych czasach. Ale nie jest to – przynajmniej nie powinien, jak by się Kościół miał uczyć z własnej historii – podbój „ogniem i mieczem”, lecz miłością i pomocą okazywaną potrzebującym. Miecz obosieczny Rzymian potrafił rozpłatać ciało ofiary – mekaira Ducha, którym jest Słowo Boże, wnika wgłąb duszy i serca, ale po to, by je odrodzić, by stwarzać na nowo człowieka żyjącego przed Bożym obliczem i liczącego się z Jego wolą. I wiecie, kiedy tak czytamy te nasze dzisiejsze teksty, zwłaszcza z Dziejów Apostolskich, widzimy jak przewija się tam jedna podstawowa cecha apostołów: oni są Bożemu Słowu posłuszni. Słuchają tego, co im mówi Duch Święty. A było im trudniej, bo jeszcze nie mieli Nowego Testamentu; właśnie za ich sprawą Duch te księgi dopiero spisywał bądź miał spisać. To oni z łaski Boga, z Jego wybrania i Jemu posłuszni – choć się różnią i ze sobą spierają; choć nie obce im jest poczucie zawodu i żalu z powodu czyjejś niekonsekwencji w działaniu – ale to oni stają się autorami ksiąg, które my teraz czytamy. Paweł, no tego znamy, to jest jasne, o jego listach nie trzeba mówić. Ten nieszczęsny Jan, którego nazywali Markiem, na którego tak gniewać się musiał Paweł, to przynajmniej według tradycji autor drugiej Ewangelii. A gdy zjawia się w tym realistycznym opisie nocnego przeżycia Pawła ów Macedończyk, błagający o ratunek w ewangelii – czyż nie możemy dostrzec tam śladu spotkania z lekarzem z Filippi, który stał się autorem dalszej Ewangelii i księgi Dziejów Apostolskich? To są tylko domniemania, ale ja osobiście tak sobie myślę, że to nocne spotkanie mogło być właśnie związane z przybyciem owego lekarza, który apostołów zabiera z sobą na kontynent europejski, by i tam się ewangelia za sprawą Ducha rozszerzała. Tym lekarzem był Łukasz. I jest to ciekawe, że od tego momentu narracja, która do tej pory relacjonowana była w 3. osobie liczby mnogiej („oni”), nagle od wiersza 10. przechodzi w osobę drugą („my” – „Gdy tylko ujrzał to widzenie, staraliśmy się zaraz wyruszyć do Macedonii”) i ta druga osoba liczby mnogiej już pozostaje mniej więcej do końca pobytu w Filippi. Jak ważne jest, by konsultować z Bogiem w modlitwie swoje decyzje i kroki. Jak ważne, by słuchać Bożego głosu i Jego Słowa.

Mam jeszcze przed oczyma to miejsce nad taką troszkę większą Suszanką, rzeką Gangites płynącą koło Filippi, gdzie nastąpiło nawrócenie pierwszej osoby na kontynencie europejskim. I żeby złamane zostały konwenanse, była tą osobą kobieta, nie mężczyzna. Feministki oraz zwolennicy „gender” byliby szczęśliwi z powodu tego, co mówię – ale to są tylko fakty. A te wiążą się z całkiem prostym wyjaśnieniem. Był mianowicie szabat. Paweł i jego współpodróżni chcieli – zgodnie ze swoim zwyczajem – przyłączyć się do modlitwy diaspory żydowskiej, ale nigdzie w mieście nie znaleźli synagogi! Ksiądz przyjechał na piątkowe pasyjne, a tu nigdzie nie ma kościoła – bo nie ma też i zboru. Prosta sprawa. Skoro w Filippi nie było synagogi, musiało nie mieszkać w nim nawet dziesięciu Żydów, co stanowiło niezbędne minimum dla utworzenia zgromadzenia synagogalnego. Paweł i jego współpracownicy, znając zwyczaje zachodniej żydowskiej diaspory, szukają więc najbliższego miastu miejsca, które można by uznać za czyste rytualnie. Do obmyć potrzebna była woda. I takie miejsce znajdują; okazuje się na dodatek, że to miejsce gdzie zbierano się na modlitwę. Wyrażenie „miejsce modlitw” (proseuchén einai) było zwyczajowym określeniem synagogi w warunkach diaspory, więc część biblistów widzi w miejscu, do którego dotarł Paweł, budynek przeznaczony na spotkania modlitewne; inni z kolei zwyczajowe miejsce spotkań szabatowych, jakkolwiek nie należałoby go sobie wyobrażać. Widzicie: Duch Święty zabrania im iść tam, gdzie zorganizowane zbory i miejsca ich zgromadzeń – każe iść apostołom „na zieloną łączkę” (a właściwie do zielonych krzaków jakie nad tą rzeką rosną), bo tam ma wykiełkować i wyrosnąć coś nowego, wielkie Boże dzieło, o którym człowiekowi się do tej pory nie śniło. Nie mówmy, że tu już nic nie ma, tylko sarny i magnolie. Jest garstka zebrana na modlitwę – i to Panu Bogu wystarczy, by zacząć tworzyć nowe. I Pan dowartościowuje w tak niesamowity sposób tę garstkę, by do niej Słowo dotarło, by podniosło i pocieszyło, i by dalej się rozwijało – i to do tego stopnia, że Paweł musi mieć widzenia, że cały sztab ludzi i aniołów jest zaangażowany w to, by ta mała grupka mogła usłyszeć, jak bardzo Bóg ją kocha.

Z punktu widzenia ówczesnych Żydów grupka ta była o tyle bardziej bez znaczenia, że były tam praktycznie same tylko kobiety. Ale nie przyszły tam prać czy plotkować. Choć Łukasz zapisał: „... wyszliśmy za bramę nad rzekę, gdzie jak sądziliśmy, odbywały się modlitwy” (w. 13), nie znaczy to, że one się tam nie odbywały. Słyszymy o kobietach bogobojnych, przynajmniej tak określona jest Lidia. To jest ślad. Oznacza to bowiem, iż mogły to być poganki wierzące w Boga Jahwe, Boga Żydów. Poganie w judaizmie wysoko cenili monoteizm i moralność (czyli to, czego nie było w ich religiach hellenistycznych). Był jednak pewien problem: otóż rytuał obrzezania był uważany w kulturze hellenistyczno-rzymskiej za obrzydliwy (gdzieś w nas te korzenie też pozostają; my byśmy też chyba myśleli podobnie). Dlatego wielu pogan, którzy uwierzyli w Boga, nie przestępowało na judaizm – pozostawali jakoby z boku, jako sympatycy – i to oni określani byli jako „bojący się Boga”. Przykładem może tu być chociażby ten znajomy nam sprzed paru tygodni setnik Korneliusz, „mąż sprawiedliwy i bogobojny, cieszący się uznaniem całego narodu żydowskiego” (Dz 10,22). Natomiast co się tyczy obrzezania, u kobiet ten problem był z głowy, mamy więc wzmianki o stosunkowo dużym zainteresowaniu wiarą w Boga Jahwe z ich właśnie strony. Ponadto kult Diany w Filippi i ogólnie większa swoboda jaką cieszyły się kobiety macedońskie, mogły oznaczać, że odgrywały one w mieście i okolicy znaczną rolę także w sferze religijnej. Nie tylko w niej zresztą. Lidia, ta „bojąca się Boga” przedsiębiorcza pani jest właścicielką firmy, która może być swego rodzaju protoplastą przemysłu chemicznego – sprzedaje barwniki potrzebne do barwienia płótna, a stąd już do świata mody bardzo blisko; panie zawsze chciały być ładnie ubrane.

Duch Boży porusza jej serce. Znała Boga już przedtem, Jego bojaźń – czytaliśmy – była przecież w jej sercu, jednak dopiero teraz słyszy o Jezusie Chrystusie, o Jego śmierci, zmartwychwstaniu, o zbawieniu. Może ktoś przez lata całe znać Boga, bać się Go, nawet się z Nim liczyć – ale nie zna Go z tak bliska, jako swojego Zbawcy i Pana, jako Tego, który mieszka w jego sercu. Lidia tak teraz poznała Boga – Boga który dla niej, dla jej zbawienia przyszedł osobiście na ten świat. Chce by był i jej Panem. By był z nią w jej domu, w pracy, w jej codzienności. Dlatego zaprasza do domu apostołów, wręcz ich przymusza, by do niej wstąpili – to takie nasze, normalne, sympatyczne – ale nie tylko gościnność nią powoduje: oto Lidia i cały jej dom przyjmują chrzest. Nie wiemy, kto należał do grona jej domowników, ile tam było dzieci, ilu sług, ilu pracowników czy pracownic, które zatrudniała – oni wszyscy zaczynają tworzyć podwaliny zboru, Kościoła. Paweł często później używa w listach sformułowania: Pozdrów Kościół, który jest w twoim domu. Oby i nasze domy, nasze rodziny – nasza codzienność; oby to wszystko mogło być kościołem, miejscem gdzie się żyje na co dzień Słowem Bożym, gdzie się go słucha, nie tylko uchem, ale czynem. Bo Pan czeka na serca otwarte i posłuszne. Gdy je Jego Duch poruszy, zaczynają się dziać rzeczy wielkie, choć może nie spektakularne. Zaczyna się przemiana serca, przemiana całego człowieka, jego sposobu myślenia, jego postępowania, decyzji, wartości. A to jest to, co porusza światem. Co zdobywa skuteczniej niż obosieczna broń rzymska – po cichu, z miłością i pokojem, „od środka” na zewnątrz. Życzmy tego sobie, by i nasza gromadka zbierająca się nad wydrążonymi chodnikami po złożach węgla mogła być także takim dobrym zaczynem, na którym rosło będzie wielkie Boże dzieło. Amen.


| Autor: jak | Vydáno dne 22. 02. 2014 | 2488 přečtení | Informační e-mailVytisknout článek
Novinky
19.04.2018: Sušská rybka na Facebooku
Informujeme, že stránku našeho farního sboru najdete také na Facebooku: Sušská rybka Fb. Można tam znaleźć wszelkie aktualne informacje dotyczące życia zborowego oraz ciekawych inicjatyw, godnych polecenia.

18.03.2018: Zpráva ze života a práce sboru za rok 2017
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

12.12.2017: Porządek nabożeństw - 2018 - Přehled bohoslužeb

Právě vyšel nový přehled služeb Božích na rok 2018. V "papírové" podobě jej můžete obdržet od prosince v kostele při bohoslužbách nebo ve sborovém domě. Celý pořádek je ke stažení zde.


12.03.2017: Sprawozdanie z życia religijno-kościelnego Parafii ŚKEAW w Hawierzowie Suchej za rok 2016
Výroční zprávu ze života a práce sboru najdete zde.

© 2003-2019 sbor Slezské církve evangelické augsburského vyznání v Havířově-Prostřední Suché
Tento web byl vytvořen prostřednictvím redakčního systému phpRS.