Co mówi pasterz owieczkom (i pasterzom)

Autor: jak <sucha(at)sceav.cz>, Téma: Život s Bohem, Vydáno dne: 09. 04. 2016

Tekst biblijny: „Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę * temu, który sprawiedliwie sądzi; On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych.“ (1 P 2,21b-25)


Z tymi najbardziej znanymi obrazami i podobieństwami Pana Jezusa mam zawsze największy problem. Nie tylko jako kaznodzieja – także jako zwyczajny człowiek, chrześcijanin. Nie tylko bowiem wy, czyli słuchacze, od dzieciństwa znacie takie obrazy jak dzisiejszy – Dobrego Pasterza – ale na dodatek słyszeliście dziesiątki kazań na ten temat, które siłą rzeczy musiały być do siebie dosyć podobne, na dodatek każdy ma jakieś własne przemyślenia... Pewnie, że nie chodzi w kazaniu o to, żeby na siłę mówić coś oryginalnego, czego słuchacze jeszcze nie słyszeli, ale... No, właśnie, to „ale“ – problem w tym, że obrazy ze środowiska rolniczo-pasterskiego, jakich używał Jezus, są od naszej dzisiejszej rzeczywistości dosyć odległe. Nie tak dawno temu mówiliśmy o tym: bliższe nam są na przykład obrazy, jakie czasami stosuje apostoł Paweł, on bowiem zwracał się do słuchaczy ze środowiska miejskiego, i kiedy, dajmy na to, podaje przykłady ze świata sportu, trochę lepiej to rozumiemy. Tymczasem dosyć zamknięte środowisko żydowskich mieszkańców małych wioseczek, zajmujących się uprawą roli albo co najwyżej winnic oraz hodowlą bydła, wymagało od Jezusa mówienia językiem tych słuchaczy. I dlatego my dziś, słysząc takie podobieństwa jak dziś o Pasterzu, próbujemy się tłumaczyć, że nie rozumiemy, albo też wręcz odwrotnie: że już wszystko na ten temat żeśmy słyszeli i wiemy, więc nie trzeba, by nam to po raz tysięczny powtarzano.

Jasne, zaraz mi powiecie, żeście w dzieciństwie paśli kozę. Albo nawet krowę. A może i owcę. Ale to jest jednak trochę coś innego niż zawód, powołanie pasterza, który profesjonalnie zajmował się wypasem owiec. Myśmy mieli w cieszyńskim Chórze Misyjnym jednego brata, który będąc na emeryturze praktycznie na całe lato udawał się w góry, gdzie wraz z innymi pasterzami zajmował się wypasem owiec i produkcją sera. Wiedzieliśmy, że od wiosny do jesieni nie mamy co na niego liczyć ze śpiewaniem, bo gdzieś na Wisłach liczy baranki... Kiedyś nawet byliśmy go odwiedzić z całym chórem; najpierw on zszedł od swoich owiec do nas na dół do Malinki, by wziąć razem z nami udział w nabożeństwie (wtedy byłem po raz pierwszy w kościele w Wiśle Malince), a potem myśmy się wydrapali do niego na „gróniczki“, żeby zobaczyć, jak ta praca z owcami wygląda i posmakować, oczywiście, wspaniałego, świeżutkiego owczego sera. No, ale – znowu tak się zastanawiam – poza smakiem sera, co mi w pamięci pozostało? Chyba znów niewiele. Spróbujmy więc tych naszych niewiele doświadczeń z pasieniem jakiegoś zwierzątka połączyć z doświadczeniem człowieka, który o pasieniu owiec zawodowo też chyba nie za wiele wiedział. Bo był rybakiem. Mowa o Piotrze.

Dziś używa i on – nie tylko jego Pan, Jezus Chrystus, ale i sam Piotr – obrazu pasterza i owiec. Właściwie to w swoim liście, w drugim jego rozdziale, stosuje kilka różnych przykładów i metafor, by wyjaśnić, czym jest Kościół. Nie kościół jako budynek, bo takowych wówczas nie znano, chrześcijanie zbierali się po domach, nierzadko potajemnie, bo nie było wolno, bo to czymś groziło... Ale Piotr używa trzech zasadniczych obrazów wyjaśniających, czym jest wspólnota zboru Chrystusowego. Najpierw mówi o domu, w którym każdy z wierzących jest „żywym kamieniem“, dziś byśmy powiedzieli: taką żywą cegiełką, która jest ważna, niezastąpiona, i która wraz z innymi tworzy budowlę rosnącą do nieba na chwałę Boga. Możemy tu skojarzyć sobie inną budowlę, nigdy nie dokończoną: wieżę Babel, sterczącą do nieba jako pomnik ludzkiego egocentryzmu i pychy. Każdy mówił innym językiem – weźmy to znów przenośnie: gdy nie ma wspólnego celu, kiedy każdy jest skoncentrowany tylko na sobie, na własnych pragnieniach i własnym dobru, jakakolwiek wspólna praca nie może mieć powodzenia. Ta budowla jednak, którą my tworzymy, ma sens, ponieważ Duch Święty który jest w nas tworzy z nas i między nami coś niebywałego, tworzy jedność, daje jeden cel, jeden język.

I potem drugi obraz: królewskie kapłaństwo, lud złożony z powołanych przez Boga. My to nazywamy powszechnym kapłaństwem. Być powołanym, do czegoś, do pracy, do służby, do wykonania jakiegoś ważnego zadania. Właściwie, to lutrowa reformacja przyszła z nowym wykładem terminu „powołanie“, przypominając czym jest ono naprawdę. Przedtem gdy ktoś mówił o „powołaniu“, miał zawsze na myśli wyłącznie powołanie kapłańskie. Być księdzem – o, to jest służba Boża. Luter przypomniał, że powołanym do służby Bogu jest każdy w swoim domu i w swoim miejscu pracy. Powołany jesteś jako rodzic – ojciec lub matka – by przekazywać ewangelię swoim dzieciom. Powołany jesteś jako kucharz, piekarz, murarz, stolarz, górnik i kto tam jeszcze – by swoim życiem, swoją codziennością wskazywać na Boga. W takim sensie jesteś kapłanem Najwyższego. Przez to, jakim jesteś człowiekiem, jakiego lub jaką cię widzą w pracy, w domu, w radości, w smutku, także w cierpieniu... I z tego obrazu już jest dosyć blisko do naszego dzisiejszego fragmentu, też z tego samego drugiego rozdziału: do obrazu pasterza.

Piotra Jezus sam do tej pracy powołał: „Paś owieczki moje“. I z pewnością Piotr, czując brzemię nowej odpowiedzialności, zadania jakie powierzył mu sam zmartwychwstały Zbawiciel, wielokrotnie zastanawiał się nad tym, co te słowa Jezusa tak naprawdę znaczą. On wiedział, co to znaczy łowić – był przecież rybakiem. Dlatego, mówiąc naszym dzisiejszym językiem, bliższa byłaby mu ewangelizacja czyli zdobywanie nowych dusz dla Chrystusa niż utwierdzanie, zachęcanie i wskazywanie właściwego duchowego pokarmu tym, którzy już za Chrystusem podążają (dziś teologia nazywa to duszpasterstwem – widzimy, też tam jest ten pasterz). Nawiasem mówiąc przy tym powołaniu Jezus mówi też Piotrowi coś o tym, że kiedy był młody, robił co chciał i chodził dokąd chciał, ale przychodzi też taki czas, kiedy dobrze jest posłuchać kogoś innego i podporządkować się dla dobra innych; że tak trzeba, że otrzymując ważne powołanie czy zadanie, musi człowiek z pewnych rzeczy zrezygnować, by to powołanie dobrze wykonywać, by zadaniu sprostać. I teraz, po czasie, ten sam Piotr do nas o tym pisze i wyjaśnia czym jest to „pasienie Bożych owieczek“.

Ktoś bez tego doświadczenia by nie zrozumiał – tak jak nie rozumie świat. Świat się śmieje i drwi ze ślepo podporządkowanych owieczek, które w iście „owczym pędzie“, niesamodzielnie, jedynie na podstawie instynktu stadnego dokądś podążają, a ktoś „na przodzie“ nimi manipuluje. Jasne, jaki pasterz, takie owce. Jeżeli nie zna się żadnych innych „pasterzy“, jak tylko manipulatorów (Jezus nazywa ich wilkami w owczej skórze), jeżeli tylko taka postawa i tylko taki kontekst, i tylko taki model przywództwa jest znany, wówczas trudno światu zrozumieć to, o czym mówi Biblia. Dlatego dziś nam to próbuje wyjaśnić apostoł Piotr. I pisze: można inaczej. Jest inny model. Ten, który stoi na przedzie, niekoniecznie musi mieć na celu w pierwszym rzędzie własne dobro, nie musi chcieć sam się „napaść“; i nachapać, i nagromadzić pod siebie. On tam jest na przodzie po to, żeby z siebie dawał; by dawał jak najwięcej, by się poświęcił. Chrystus poświęcił się za nas – On, który nie popełnił żadnego grzechu ani nie znaleziono zdrady w ustach Jego, „grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo“ krzyża, byśmy my mogli być dla grzechu martwi, byśmy „dla sprawiedliwości żyli“. On jest tym najlepszym przykładem. „Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych“.

To nie jest tyran, który pędzi przed sobą swoje stado. To Ten, który sam pozwolił się styranizować, który wziął na siebie nasze tyrańskie skłonności, grzechy, ale także choroby, słabości – i poniósł to wszystko na krzyż. To z nas, ludzi złamanych, poddanych swoim złym skłonnościom, uzależnionych od wielu różnych czynników, czyni wolnych – tak więc żadne ślepe owieczki! Najbardziej ślepi jesteśmy bowiem wówczas, kiedy jesteśmy złamani, zrezygnowani, zawiedzeni, oślepieni przez grzech, popadający w instynkty stadne masy i większości. Uzdrowienie duchowe czyni z nas ludzi zdrowych, ludzi, którzy widzą, potrafią się samodzielnie w świecie orientować. Są znalezieni.

Piotr idzie jeszcze o krok dalej: Jezus przez swoje poświęcenie dał przykład nam, byśmy Go naśladowali. Weź krzyż swój i naśladuj mnie! Na pierwszy rzut oka znowu poddanie się losowi. To jednak nie jest postawa pasywna (niedawno apostoł Paweł nam to tłumaczyl poprzez pewne greckie słówko). To jest postawa niezmiernie aktywna: biorę coś na siebie dobrowolnie, jako Boże powołanie, jako wyzwanie, któremu mam w życiu sprostać, „unieść“ je, pokazać, że z Chrystusem „damy radę“! Obraz Kościoła jako stada Chrystusowego, które kroczy śladami swego Pana jest wszystkim, tylko nie biernym i ślepym poddaniem się losowi. Jest to obraz, który odsłania sedno naszej wiary, mówi o naszej wewnętrznej przemianie i uzyskanej dzięki temu sile wewnętrznej, by naśladować Jezusa nawet na ciernistych ścieżkach.

I co, kochani? Mam nadzieję, że jesteśmy troszeczkę dalej niż przy tym wstępnym obrazku pasterza i stadka z „Biblii w obrazkach dla małych oczu“. Sam pierwszy biskup, choć zwykły rybak; zwykła owieczka – też nieraz zagubiona – nam to wyjaśnia. Przeczytajmy sobie jeszcze raz ten tekst w domu i zastanawiajmy się nad tym, w jakich dziedzinach każdy z nas powołany jest, by być dla innych, ludzi wokół, takim pasterzem. I jak to zadanie wypełniamy. Jak w moich postawach przejawia się Chrystusowy charakter. Jak wskazujemy na Chrystusa swoim życiem. Jak żywą cegiełką jesteśmy w tym Bożym domu...