O czym śpiewają ptaki

Autor: jak <sucha(at)sceav.cz>, Téma: Život s Bohem, Vydáno dne: 26. 03. 2016

Biblický text: „Chci vám připomenout, bratří, evangelium, které jsem vám zvěstoval, které jste přijali, které je základem, na němž stojíte, a skrze něž docházíte spásy, držíte-li se ho tak, jak jsem vám je zvěstoval – vždyť jste přece neuvěřili nadarmo. Odevzdal jsem vám především, co jsem sám přijal, že Kristus zemřel za naše hříchy podle Písem a byl pohřben; byl vzkříšen třetího dne podle Písem, ukázal se Petrovi, potom Dvanácti. Poté se ukázal více než pěti stům bratří najednou; většina z nich je posud na živu, někteří však již zesnuli. Pak se ukázal Jakubovi, potom všem apoštolům. Naposledy ze všech se jako nedochůdčeti ukázal i mně. Vždyť já jsem nejmenší z apoštolů a nejsem ani hoden jména apoštol, protože jsem pronásledoval církev Boží. Milostí Boží jsem to, co jsem, a milost, kterou mi prokázal, nebyla nadarmo; více než oni všichni jsem se napracoval – nikoli já, nýbrž milost Boží, která byla se mnou. Ať už tedy já, nebo oni – tak zvěstujeme a tak jste uvěřili.“ (1K 15,1-11)


O poranku obudził mnie koncert ptaków. Zaiste, ptaki należą jakoś w sposób integralny do wielkanocnego poranka. Nie dlatego, że jajo wielkanocne jest symbolem rodzącego się życia i budzącej na wiosnę przyrody. Nie, nie, bynajmniej, chociaż to też jest fajny symbol i nasi przodkowie, którzy żyli bliżej przyrody niż my pośród dzisiejszego postępu cywilizacyjnego, z pewnością takie symbole rozumieli głebiej niż my. Potrafię sobie wyobrazić ten pusty skalny grób, który znajdował się pośrodku ogrodu, co wskazuje że minimalnie jakichś par drzew oliwnych musiało tam rosnąć. A skoro drzewa – to i ptaki. Na łysym wzgórzu poza miastem, które nazwano jakże symbolicznie – Czaszka – ptasich koncertów się nie słyszało. Ale nie tylko tam...

Tego południa piątkowego, tuż przed żydowskim świętem Paschy, świat zaległa złowroga cisza. Jak czytaliśmy w tegorocznym czasie pasyjnym z Psalmu 76: „Ziemia zatrwożyła się i zamilkła – gdy Bóg powstał na sąd, aby wybawić wszystkich upokorzonych tej ziemi” (w. 14.15). Zanim w południe ciemność zaległa całą ziemię, jak o tym czytamy w biblijnych i pozabiblijnych źródłach (i wszystkie dziwnie są w tym opisie zgodne; nawet towarzyszy temu wszystkiemu gdzieniegdzie trzęsienie ziemi) – zanim więc zapadła ciemność, najpierw z pewnością zaległa cisza. Zamilkły ptaki. Nie wiem, ilu ludzi bacznie obsewrujących świat wokół siebie to zauważyło, ale niektórzy na pewno. Czemu ja tak o tych ptakach i skąd o tym wiem? Zawsze, kiedy następuje zaćmienie słońca, na krótko przedtem milkną ptaki. Wiedzieliście o tym? Mnie na to zwrócił uwagę pewien leśnik, który był też w sanatorium przed rokiem – my leżeliśmy na parafinie, ale personel obserwował zaćmienie (choć tylko częściowe) słońca, przez specjalne okulary, które ten zorientowany w przyrodzie pacjent im pożyczył. I wtedy właśnie mówił: Nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale zanim jeszcze zaczęło się robić szaro na świecie, przedtem była cisza. Ptaki zawsze milkną o trochę wcześniej. One wiedzą, że coś niebywałego się dzieje.

Wtedy zrozumiałem, co było takiego dziwnego w tych chwilach jeszcze jak gdyby słonecznych, zanim wyszedłem na zabiegi. Wyjrzeliśmy wówczas na balkon. Po czasie zrozumiałem, co mi wtedy w przyrodzie nie pasowało. Była cisza. Głucha. Jakby cała przyroda w napięciu na coś czekała. Z całą pewnością tak samo musiało być wówczas, gdy krzyżowano Jezusa.

Poranek w ogrodzie, gdzie znajdował się skalny grób, obudziły ptaki. Myślę, że krzyczały szczególnie głośno. Wszystkie, kosy, w tle gruchały synogarlice i nie wiem jakie tam jeszcze gatunki w Izraelu występują. Jakby chciały ogłosić całemu światu: Grób jest pusty! Zanim uczniowie, przybici i zatrwożeni wszystkimi dotychczasowymi wydarzeniami wstaną, zanim o wiele wcześniej kobiety zaczną się krzątać, by przygotować wonne maści i udać się do grobu nabalsamować ciało (nikt po dziś dzień nie potrafi zrozumieć, jak chciały odsunąć ten 2,5-tonowy głaz, który zasuwał się przed grób po specjalnym torze, kiedy usunęło się blokujący go klin; by głaz z powrotem wytoczyć pod górę trzeba było kilku porządnie silnych chłopa). Zanim oni wszyscy się pojawią, ptaki krzyczą, z radością obwieszczając całemu światu: Głaz leży odrzucony daleko poza grób, a Ten który został pochowany, zmartwychwstał! Straże, które pilnowały grobu, uciekły z trwogą o świcie, pieczęć rzymska jest złamana, jakby całe prawodawstwo ludzkie zostało złamane, przerwane zostały wszelkie ludzkie sposoby patrzenia na rzeczywistość – Jezus żyje!

Kiedy w oddali pojawiły się wystraszone i przybite do ziemi kobiety z olejkami w garnuszkach, niejedna sierpówka przypominała swoim gruchaniem o tym, co wcześniej wstające ptaki wykrzyczały już przedtem: Grób jest pusty! Czy ludzie uwierzą zwiastowaniu ptaków? Teraz mówmy już całkiem poważnie: czy uwierzą kobietom, które we wschodniej kulturze przecież po dziś dzień głosu nie mają?

Uwierzyli. Ale tak „na wszelki wypadek” apostoł Paweł pisze, że najpierw Jezus „ukazał się Kefasowi” – „... potem dwunastu, potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje”. To jest naprawdę szczególne wyznanie: weźcie, zapytajcie naocznych świadków; oni Go widzieli! Rozmawiali z Nim, jedli z Nim rybę, błogosławił ich, pokazywał rany po gwoździach... Ja też nie wiem, jak to możliwe, ale żaden psychiatra przy zdrowych zmysłach nam nie potwierdzi, by tego typu zbiorowa halucynacja była w tych okolicznościach możliwa. A po co Żydzi przekupują żołnierzy rzymskich, by ci mówili, że nie anioł Pański odrzucił kamień od grobu, ale że to ta garstka drżących o swoje życie, niedospanych, wymęczonych naśladowców Jezusa wykradła nocą Jego ciało. A jak niby mieliby to zrobić, jak pokonali uzbrojoną po zęby straż, jak złamali pieczęć, za której naruszenie groziła śmierć? Który to z uczniów był takim bohaterem, że nie tylko sam się nie bał, ale był w stanie pociągnąć za sobą innych i skłonić ich do tak heroicznego czynu?

A może kobiety w szoku przyszły do innego grobu, w którym nikt nie został jeszcze pochowany? I do tego grobu sprowadziły potem Piotra i Jana? Przecież oni – jak czytamy – biegli sami, a nie szli z kobietami. I co, też się pomylili? A Józef z Arymatei – też nie wiedział, gdzie miał ten grób, pewnie przygotowany wcześniej dla siebie? Też się pomylił? Bzdura!

Inni, kompletnie ignorujący teksty historyczne sceptycy próbowali sugerować, że Jezus nie umarł, tylko omdlał. Tego nie trzeba komentować, bo czytaliśmy, iż żołnierz przebił bok Jezusa, wypłynęła krew wraz z przezroczystą cieczą, którą lekarze identyfikują jako płyn osierdziowy; to znaczy że Jezus wczesniej umarł na skutek ataku serca spowodowanego brakiem tlenu, uduszeniem wskutek pozycji, jaką zajmuje ciało wiszące na krzyżu. Jak by zresztą później, po trzech dniach (!) usunął 2,5-tonowy głaz sprzed grobu i pokonał armię rzymską...

A Paweł pisze: ponad pół tysiąca ludzi jeszcze żyje, których możecie zapytać, którzy Go widzieli, którzy mogą zaświadczyć, że choć nie rozumieją tego wszystkiego kompletnie, jednak zmieniło to ich życie i odwróciło o 180 stopni. „... A w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi. Ja bowiem jestem najmniejszym z apostołów i nie jestem godzien nazywać się apostołem, gdyż prześladowałem Kościół Boży. Ale z łaski Boga jestem tym, czym jestem, a łaska jego okazana mi nie była daremna...”. Te słowa są jakże znaczące. Cały świat może wierzyć zgodnie, że Jezus zmartwychstał, że umarł za grzechy świata i z martwych powstał – ale cóż mi to pomoże, jeżeli ja sam w to nie uwierzę? Cóż pomoże, że będę spotykał się z innymi, którzy wierzą w Chrystusa, że będę przebywać między nimi, będę wraz z nimi obchodzić Święta Wielkanocne, wraz z nimi będę chodzić do kościoła, jeżeli nie spotkam się z żywym Jezusem osobiście?

Jak jest to możliwe, takie spotkanie? Ano, jest możliwe. Zmartwychwstały Jezus obiecał: „Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Jest z nami dzięki mocy Ducha Świętego, który działa w nas. Ten Duch pozwala nam zrozumieć Pisma, mówi do nas przez Boże Słowo, kiedy je czytamy i kiedy w zgromadzeniu jest zwiastowane. On powoduje, że to Słowo nie jest martwą literą, ale przemawia do nas w żywy sposób, osobiście, i przemienia nasze myślenie. Gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię Jezusa, tam On sam jest pośród nich w swoim Duchu. Tamtych jedenastu, kobiety, pięciuset widziało Jezusa przed wniebowstąpieniem. Ale my możemy Jego obecność przeżywać niezależnie od miejsca i czasu, właśnie dzięki Duchowi Świętemu, którego mamy od Boga. I to jest to ostatnie świadectwo, które złożyć może każdy, kto dotknięty został przez łaskę Bożą za sprawą Ducha – On przemówił do mnie osobiście, On zadziałał, spowodował takie, a nie inne okoliczności, On spotkał się ze mną. On odpuścił moje grzechy. On mnie przyjął takiego, jakim byłem, i przemienia moje życie. Bo zupełnie nie jest ważne to, że ja... Ważne to, co robi On, czego On dla mnie – i dla ciebie też dokonał, przez swą ofiarę na krzyżu i przez swoje zmartwychwstanie. Oto wieść wielkanocna: Chrystus umarł i zmartwychwstał dla ciebie!

Tak oto od śpiewu ptaków dostaliśmy się do osobistej sfery przeżyć każdej i każdego z nas. Życzę wam o poranku tej Wielkanocy, byście mogli spotykać się codziennie z żywym Chrystusem w Jego Słowie i Duchu, we wspólnocie dzieci Bożych, w codziennej wspólnocie Słowa w waszych domach... Niechaj Pan pobłogosławi nasze rodziny, uleczy naszych chorych i doda nam tej mocy, którą po zesłaniu Ducha otrzymali apostołowie i inni ich uczniowie, by z radością zwiastować Chrystusowe zwycięstwo, nawet jeżeli miałoby się z tego powodu cierpieć prześladowania, nawet gdyby umrzeć przyszło... Zło będzie szalało i szczerzyło zęby – ale jego siła ma swój kres, bo Jezus zwyciężył, grób jest pusty! Amen.