Wielki Piątek

Autor: jak <sucha(at)sceav.cz>, Téma: Život s Bohem, Vydáno dne: 25. 03. 2016

Biblický text:„Vždyť nás má ve své moci láska Kristova – nás, kteří jsme pochopili, že jeden zemřel za všecky, a že tedy všichni zemřeli; a za všechny zemřel proto, aby ti, kteří jsou naživu, nežili už sami sobě, nýbrž tomu, kdo za ně zemřel i vstal.“
„Bo miłość Chrystusowa ogarnia nas, którzy doszliśmy do tego przekonania, że jeden za wszystkich umarł; a zatem wszyscy umarli; a umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla tego, który za nich umarł i został wzbudzony.“ (2 Kor 5,14.15)


Przychodząc dziś pod krzyż, przynosimy wszystkie nasze ludzkie trwogi, obawy, niepewność jutra. Groza zła i smierci zdaje się coraz bardziej rozprzestrzeniać z pełnią swej złowieszczej siły. Mamy Wielki Piątek – nasze największe święto, chcemy rozważać mękę i śmierć naszego Zbawiciela – a tymczasem myślenie nasze jak gdyby związane jest tym wszystkim, co dzieje się w dzisiejszym świecie. Jesteśmy przybici zamachami terrorystycznymi, groźbami tzw. Państwa Islamskiego, że to dopiero początek, płaczemy wraz z całą Europą, trwożymy się wraz z nią. Przychodzimy, bojując w modlitwach za naszych chorych, naszych drogich i bliskich – i nie wiemy, jak im pomóc. Możemy pomóc właśnie modlitwą – tym, że ich losy, zdrowie, choroby, życie wkładać będziemy w Boże ręce, powierzać ich oraz ich bliskich Bożej opiece i opatrzności... Myśli w kazaniu nie chcą się jakoś błyskotliwie kleić – bo wiele krzyża jest wokół nas. Chciałoby się w jakiś sposób ulżyć tym, którzy go niosą, coś z nich zdjąć, uleczyć, co chore... Nie jest to, niestety w naszej mocy, ale za to o tyle mocniej przemawia do nas słowo proroka mówiące o Jezusie: że „on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni” (Iz 53,4.5) Właściwie nieomal to samo pisze apostoł Paweł w przeczytanym przed chwilą tekście. Niewątpliwie słowa o cierpiącym Słudze Pana z Izajasza znajdują się gdzieś tam u podstaw, w tle 2. Listu do Koryntian i rozważań na temat ofiary Chrystusa oraz pojednania z Bogiem w rozdziałach od 4-6.

To, co my najlepszego możemy zrobić, jako chrześcijanie, to właśnie dziś, w dniu Wielkiego Piątku, przynosić te wszystkie ludzkie krzyże, doświadczenia i boleści pod krzyż Jezusa na Golgocie. Apostoł Paweł w tym naszym tekście idzie bowiem jeszcze dalej niż czytaliśmy w Starym Testamencie – ten Cierpiący bierze na siebie nie tylko nasze choroby, nasze winy, ale też i naszą śmierć. „Jeden za wszystkich umarł”. Jezus uczynił to właśnie, co my tak czasem chcielibyśmy, ale i tak nie potrafimy – ulżyć, wziąć na siebie choć trochę z czy-jegoś cierpienia. My tego swojego mamy dosyć i własnej słabości na tyle, że i tak nie byłoby o czym mówić. Tymczasem Chrystus – Jedyny święty, czysty, bez grzechu – bierze na siebie deformację ludzkiego życia spowodowaną przez grzech, bierze jej konsekwencje, skutki wieczne, czyli wieczną śmierć. Jedynie Bóg może i potrafi coś takiego. Nic podobnego nigdy nie było ani być nie może w ludzkiej mocy i sile. Jezus wziął nasz – mój i twój – grzech oraz śmierć na siebie. Po to, by nas pojednać z Bogiem, by nam darować wieczność. Po to, by rak grzechu nie deformował i nie unicestwiał już dłużej naszego jestestwa.

Dlatego też może pisać Paweł: „Jeden za wszystkich umarł, a zatem wszyscy umarli”. Dzięki Chrystusowej ofirrze i zmartwychwstaniu – bo te dwie rzeczy muszą być brane razem, jako całość – i my możemy uważać siebie za martwych dla grzechu, dla wszystkiego co nas tu w tym świecie okleszcza, ogranicza, co unicestwia nasze możliwości. W internecie mnóstwo jest artykułów i komentarzy w związku z ostatnimi zamachami terrorystycznymi – może też czytaliście taką relację pani, której po długim czasie udało się przekonać rodziców żyjących na co dzień w Ameryce, by przylecieli do niej, do Europy. Bali się zamachów, bali się niebezpieczeństwa. Bali się śmierci. W końcu dali się namówić – i przylecieli... w sam środek krwi i ruiny po wtorkowej tragedii na lotnisku w Brukseli. Powiedzmy to wprost: boimy się śmierci, jako ludzie. Boimy się, bo jesteśmy stworzeni do życia. A ktoś nas śmiercią straszy. Nie chcemy jej. Wolimy o niej nie myśleć, odsunąć ją od siebie, by to nie nas dotyczyła – przynajmniej jeszcze nie teraz. Syn Boży przyszedł, by ten nasz problem rozwiązać. Jeden za wszystkich umarł – a zatem wszyscy mogą uważać siebie za umarłych wraz z Nim. Każdy, kto żyje, musi bać się śmierci. Jezus jako prawdziwy człowiek też przed nią drżał; wiemy jak w krwawym pocie bojował w modlitwie przed swą śmiercią w ogrodzie Getsemane. Wiemy, jak bojował na krzyżu. Być wolnym od śmierci może tylko ten, kto jest PO NIEJ. Ja wiem, że to może dziwnie brzmi, ale to właśnie pisze nam apostoł w dzisiejszych słowach. Oczywiście, także na wielu innych miejscach znajdziemy podobne wypowiedzi, m.in. w 6. rozdziale Listu do Rzymian. Jeżeli jesteś ochrzczony dosł. „w Chrystusa”, jesteś ochrzczony w Jego śmierć. W wodzie chrztu, mówiąc przenośnie, „utopiona” została twoja stara, grzeszna natura, umarłeś wraz z Chrystusem, zaś wynurzając się z tej kąpieli odrodzenia – z Chrystusem zmartwychwstałeś. Oczywiście, te nasze, ziemskie konsekwencje ludzkiej grzeszności i śmiertelności na razie jeszcze nas nękają i boleśnie dotyczą, jednak ostateczne zwycięstwo Chrystusa już jest nasze.

W Wielki Piątek możemy to sobie w szczególności uzmysłowić i na nowo przemyśleć – by nie powiedzieć: na nowo przeżyć. Tak, jak czasami mówimy w przenośni, że to nasze grzechy są niczym gwoździe, przybijające Zbawiciela do drzewa krzyża – podobnie możemy sobie uzmysłowić, iż tam, na krzyżu, na Golgocie, umarł nie tylko Syn Boży i zarazem Syn Człowieczy – tam i my umarliśmy. Możemy widzieć siebie metaforycznie w postaci jednego ze złoczyńców obok ukrzyżowanych, który błaga: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Ale przede wszystkim mamy uświadomić sobie, że krzyż jest pusty. Śmierć nie skończyła wszystkiego. Śmierć nie zwyciężyła. Chrystus umarł, został złożony w grobie, poszedł zwiastować ewangelię o zbawieniu i życiu wszystkim znajdującym się w otchłani – ale i Jego grób nie pozostał zajęty. On wstał z martwych! Skoro więc my umarliśmy wraz z Nim, wraz z Nim otrzymamy nowe, wieczne życie.

Robiąc porządki w moich starodrukach i oddając mnóstwo z nich do Muzeum Biblii, przypomniałem sobie też o kilku i niektóre z nich sobie zostawiłem – m.in. postyllę ks. dra Leopolda Otto z roku 1892. Na święto Wielkiego Piątku znajdujemy tam kazanie właśnie na nasz dzisiejszy tekst. Nie darowałbym sobie, gdybym choć paru rządków nie przytoczył. Posłuchajcie, co pisze ten słynny mąż Boży i kaznodzieja, jak osobiście Bóg zwraca się do słuchaczy poprzez jego kazanie:

„Nie tylko ogólnikowo za ludzkość umarł Chrystus, nie tylko za niektórych ludzi, choćby za wielu, nie tylko za innych, lecz właśnie za nas umarł, którzyśmy oto w domu Bożym zebrani – nasz to grzech i nasze to winy przywiodły Go na śmierć. Czy nie tak? Spoglądajcie na krzyż Chrystusowy, pytajcie się serca waszego i waszego żywota. Wasze chuci cielesne, wasze rozkosze światowe, wasza pycha żywota, wasze gniewy i zawiści, wasze udawania i obłudy, wasze niedowiarstwo, szemranie, nie przestawanie na swem, wasze smutki i narzekania przy najmniejszym krzyżu, wasze bezbożne myśli i uczynki, serce bez miłości, duch bez ognia Bożego, usta bez modlitwy, ręce bez uczynków, wszystko to obciąża nas tak bardzo, że wyznać musimy: śmierć Chrystusowa, to śmierć nasza. Czy umiesz tak powiedzieć? Czy umiesz wyznać, że twoje grzechy sprowadziły na krzyż Tego, który nie znał grzechu?”

Równocześnie jednak pamiętać nam wolno o drugiej stronie medalu – że śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest naszym zwycięstwem. „Przeto wierzący w usprawiedliwiającą śmierć Chrystusową ma odpuszczenie grzechów /i/ (…) przeszedł do Królestwa Bożego. Czy jesteście wszyscy takimi, tu dzisiaj zebrani? Czy sumienie wasze ma błogosławioną pociechę pokoju z Bogiem? Czy dusza wasza ma zupełne uspokojenie dziecięcia, gdy modli się do Ojca swego? Czy serce wasze postanowiło sobie trwać przy tem niezachwianie, że żadna trwoga, żadna śmierć na świecie nie może oderwać go od Boga? (…) Miłość Chrystusowa zniewala nas, pisze apostoł; jeźli was nie pobudza miłość ta, to pod krzyżem na Golgocie pozostaniecie umarłymi, Wielki Piątek przejdzie, nie zostawiając śladu u was. Najmilsi moi! Jeźli śmierć Chrystusowa was nie wzruszy ani nie przeniknie serc i sumień widok głowy Jego, krwią zbroczonej, tedy jesteście umarłymi w duchu – a któż wam pomoże? Nikt oprócz Tego, którego nie znacie, Chrystusa ukrzyżowanego; nikt oprócz Tego, który przyszedł szukać i zbawić zgubionych. Dajcie Mu się znaleźć, bo w Nim objawia się najwyższa Boska miłość”.

Cóż dodać? Nic nie trzeba. Dajmy Mu się znaleźć i prośmy, by Jego życie zmartwychwstałe objawiało się w naszej codziennej rzeczywistości, w życiu naszym i naszych bliskich, całym naszym otoczeniu.