Bóg wytrwały w miłości

Autor: jak <sucha(at)sceav.cz>, Téma: Život s Bohem, Vydáno dne: 21. 02. 2016

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu też mamy dostęp przez wiarę do tej łaski, w której stoimy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, a cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję; a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który nam jest dany. Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego; prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć. Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” (Rz 5,1-8)


Z powyższego tekstu pochodzi hasło 2. Niedzieli Pasyjnej – Reminiscere: „Bóg daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (w. 8). Uświadamia nam to hasło, iż Boża przychylność względem człowieka wyprzedza wszystkie jego działania; co więcej, nie jest jej w stanie człowiek zmienić swoim buntem, grzechem, przewrotnością i złością. Od ołtarza czytaliśmy o winnicy – to symbol Narodu Wybranego; Bóg jako autor owej winnicy i jej właściciel inwestuje w nią, choć winnica wydaje złe owoce, choć – w nowotestamentowym obrazie Jezusa z Ewangelii Marka – ludzie odpowiedzialni za ową winnicę występują otwarcie przeciwko Panu. Prześladują Jego posłańców; gdy w końcu wysyła swojego Syna, i jego zabijają. Ta wytrwałość Boża w okazywaniu łaski człowiekowi, który otwarcie przeciwko Niemu występuje, jest tutaj kluczowa i dlatego o niej wspominam na podstawie ewangelii, ponieważ echo tego obrazu znajdziemy za chwilę w tekście Pawłowym. W ogóle tematem niedzieli jest owa Boża wytrwałość w okazywaniu miłosierdzia człowiekowi i dążeniu do jego zbawienia. Nadając temat proprium na niedzielę do nowej agendy, pozwoliłem sobie sformułować go prosto: „Chrystus umarł za grzeszników”. Jednak jest tam w tych tekstach, choćby w „niedopowiedzeniu” mowa także o oczekiwanej reakcji człowieka, jaką miałaby być wiara. Stało się bowiem coś niemożliwego. A wiara jest taką postawą, która jest w stanie przyjąć nawet to, co z ludzkiego punktu widzenia niemożliwe.

W poprzednim rozdziale listu pisze jego autor o usprawiedliwieniu dostępnym bez jakiejkolwiek ludzkiej zasługi. Przytaczane są przykłady biblijne pokładania w Bogu nadziei wbrew nadziei – z ludzkiego punktu widzenia. Boży punkt widzenia jest jednak inny. Bóg miłuje i w usiłowaniu okazania tego człowiekowi nie ustaje. Dlatego czyni to, co po ludzku niemożliwe. Już sama Jego miłość i łaska, przychylność wbrew ludzkiemu grzechowi są tym „niemożliwym”. Na cudzie Bożym wszystko się zasadza, na działaniu wbrew ludzkim oczekiwaniom i rzeczywistości. I teraz: człowiek może z tego skorzystać, może się to na nim wypełnić, może to jego dotyczyć, kiedy zrozumie, przyjmie fakt, iż Bóg działa ponad tym, czego się spodziewamy. Coś staje się naszym ku usprawiedliwieniu nie dlatego, że myśmy uwierzyli, ale że Bóg czyni w swej łaskawości to, co „niemożliwe”. Najważniejszy taki Boży czyn, to po wszystkich wcześniejszych przykładach z 4. rozdziału wskrzeszenie z martwych Jezusa, który pozwolił się wydać z powodu występków naszych i został wzbudzony, byśmy my zostali dzięki temu uznani za sprawiedliwych (w. 24-25).

„Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” – czytamy więc na początku naszego rozdziału. To jest właśnie nawiązanie do słów poprzednich. Takim jest to usprawiedliwienie, które zasadza się na Bożym dziele, na Bożym czynie niepojętym dla ludzkiego umyłu i przewidywania. Przez Chrystusa posiedliśmy owo „zbliżenie się” do łaski: „... mamy dostęp przez wiarę do tej łaski” – użyte tu jest słowo prosagoge, które oznacza dosł. przedstawienie kogoś osobie królewskiej. Inaczej mówiąc Paweł powiada: Jezus uroczyście wprowadza nas przed oblicze łaski Boga. Otwiera nam drzwi prowadzące do tronu Króla królów; gdy drzwi te są otwarte – istnieje stan łaski, nie potępienia, nie sądu, nie zemsty, lecz niezasłużonej, nie wypracowanej, wprost niewiarygodnej dobroci Boga. A potem jest jeszcze drugie, bardziej „transportowe” znaczenie słowa prosagoge: wstęp do portu, wolne wejście, wpłynięcie do przystani. Gdybyśmy rozwinęli ten obraz walki z groźnymi falami życia – łaska Boża będzie tym bezpiecznym portem, do którego nasz statek ma wolny wstęp, ma zielone światło, by wejść do przystani, by człowiek mógł zostać uratowany, wybawiony.

To jest to usprawiedliwienie „niemożliwe” z ludzkiego punktu widzenia. To jest ta Boża dobroć i zmiłowanie, które są „niemożliwe”, a jednak wytrwale przewyższają wszelki ludzki bunt i złość. Dlatego z taką chlubą mówi o tym Paweł, tak się tym pyszni, tak jest z tego dumny, tak się tym zachwyca: „... chlubimy się nadzieją chwały Bożej”. Ja nie wiem, chyba nikt tego nie jest w stanie zrozumieć, dopóki sam – widząc własną winę i grzech, ogrom zła i niemożność wyjścia z tej sytuacji – nie dozna łaski, która to wszystko przewyższa i unice-stwia. Kiedy człowiek pojmie, że cały czas „bróździł” przeciwko Bogu, w końcu przybił Jego Syna do krzyża, a On stale miłuje i właśnie przez ten krzyż oraz cud zmartwychwstania otwiera przed człowiekiem drzwi łaski i chce go przyjąć w swoje otwarte ramiona (czy do tego bezpiecznego portu, by użyć słów naszej metafory) – wówczas zacznie rozumieć ową „chlubę”, chełpienie się Pawła łaską Bożą. Kauchómeta – kaucháomai = chwalić się, chełpić się Bogiem i chwałą, którą On nam przygotował, chlubić się, być dumnym, przechwalać się. Taką winna być nasza postawa. Mamy być tak zachwyceni tym cudem, jakiego na nas Bóg dokonał, że nie będziemy potrafili tego utrzymać dla siebie, że będzie to biło z nas na każdym kroku, we wszystkim, co będziemy czynili czy mówili. Jeżeli taka będzie nasza postawa, wówczas inni bedą nam zazdrościć łaski Bożej i będą się nas pytać, skąd mamy tę wewnętrzną siłę, bo oni też ją chcą mieć.

Ale teraz czytamy coś szczególnego. To jeszcze dla nas zrozumiałe, chlubić się wspaniałą przyszłością przygotowaną dla nas przez Boga. Czytamy jednak dalej: „... ale nie tylko to, lecz... chlubimy się także utrapieniami”. Apostoł pisze, że jest dumny z tego, iż może także cierpieć; znosić ucisk, utrapienie, udrękę. Tlipsis dosłownie oznacza nacisk, napór, presję. Mielibyśmy się chlubić tym, co dosł. na nas naciska, co nas uciska, bowiem te doświadczenia i próby mają swój cel. Wywołują cierpliwość: hypomone. Nie wiem czy w tym wypadku bym to słowo przetłumaczył jako cierpliwość; we współczesnej polszczyźnie cierpliwość raczej kojarzy się z postawą pasywną, a tu chodzi o aktywne i stateczne podejście do przeciwności, na jakie na naszej drodze napotykamy. Raczej należałoby użyć słowa „wytrwałość” czy nawet „wytrzymałość” lub „hart ducha”, „nieugiętość”. Żadne tam „się nie da”! Zobaczcie, to jest ta wytrwałość, z którą Pan winnicy posyła do niej swoje sługi. To jest ten upór w miłowaniu – Pan, który stale ma cierpliwość i wytrwale używa wszelkich możliwych oraz niemożliwych środków, by coś z tej winnicy (ludzkiego życia) jednak było. Dlatego jeżeli Bóg był tak wytrwały, by o mnie walczyć, nawet wbrew temu, że swoim grzechem zabiłem Jego Syna – wówczas i dla mnie ten ucisk, jaki mogę znosić dla Jego imienia, staje się dla mnie zaszczytem. Tak to rozumie Paweł. Pokonywanie przeciwności jest zaszczytem, bowiem prowadzi do doświadczenia, dosł. należałoby powiedzieć „bycia doświadczonym”, dokime bowiem znaczy „bycie wypróbowanym”. Słowo to określać mogło np. metal, dajmy na to złoto, które zostało poddane próbie ognia, przetrawione, wytopione zostały z niego wszystkie nieczystości i w efekcie jest czyste, „najlepszej próby”. Gdy naśladujemy Boga i Jego Syna w wytrwałości – takim staje się efekt; do tego Bóg nas prowadzi. Jeżeli hypomone jest stawieniem czoła trudnościom, by je przezwyciężyć, a skutkiem jaki w nas samych zostanie osiągnięty jest to, że się stajemy ludźmi „najdroższej, najwyższej próby”, czyli zostajemy uszlachetnieni przez pokonywanie trudności – wówczas można też mówić, że owo „uszlachetnianie” powoduje nadzieję (elpis), która nie zawodzi, nie powoduje zawstydzenia. Jeżeli człowiek pozwala sobie na słabość, chwiejność i niezdecydowanie, jeżeli pozwala, by sytuacje odnosiły nad nim zwycięstwa, jeśli w okresie ucisku pozwala sobie na płacz i narzekanie, to w okresie kryzysu pozostanie mu tylko rozpacz. Z drugiej zaś strony, jeżeli człowiek potrafi stanąć przed danym problemem z podniesioną głową, jeżeli odważy się spojrzeć prawdzie w oczy, to w okresie kryzysu w jego sercu zawsze będzie płonąć nadzieja. Paweł pisze, że „nadzieja w Chrystusie nigdy nie jest iluzją, ponieważ opiera się ona na miłości Bożej” (w. 5). Gdy nasza nadzieja ma swoje źródło w Bogu, nie zmieni się ona w proch i popiół, a człowiek nie dozna rozczarowania. Nadzieja oparta o miłość Bożą nie jest mrzonką, ponieważ Bóg kocha nas miłością wieczną, popartą Jego wieczną mocą.

A na koniec czytamy: „Wszak Chrystus, kiedy jeszcze byliśmy nie mającymi siły, we właściwym czasie umarł za bezbożnych”. Nawiasem mówiąc: Boży „czas właściwy” jest wówczas, gdy człowiek nie ma już siły, gdy nie widzi już szansy wyjścia z sytuacji ani nadziei dla siebie. Wówczas działa Bóg! Jakże wspaniała to zachęta dla cierpiących uciski i próby: tam, gdzie wyczerpały się wszystkie ludzkie możliwości, Bóg ma dla nas nadzieję, Bóg zna swój czas i przybywa ze swoim „niemożliwym” rozwiązaniem. Na tym właśnie polega ta przewyższająca wszystko Jego miłość. I teraz następuje ciekawe rozważanie; spróbujmy jeszcze na chwilę śledzić ten tok myślenia apostoła. Dobrze wiemy, że jako ludzie jesteśmy czasami jesteśmy gotowi poświęcić coś „dla prawdy”. Jeżeli wiemy, że ktoś ma rację, to staniemy po jego stronie... Czy tak? No, niby tak, ale... Paweł poddaje taką postawę w wątpliwość. Raczej jesteśmy interesowni i gotowi bylibyśmy stanąć po stronie tego, co nam się opłaca. Paweł mówi: raczej za dobrego się poświęcimy, za takiego który wzbudza w nas sympatię, jest dla nas miły i przychylny – bo trzeba mu się odwdzięczyć i zapewnić sobie, by nadal dla nas był dobry, a my abyśmy z tego coś mieli. Wtedy staniemy w czyjejś obronie, po czyjejś stronie – choć i o tym mówi Paweł z pewną dozą wątpliwości. Ale żeby stanąć po stronie tego, kto nas atakuje (jak wieśniacy syna właściciela winnicy), kto jawnie występuje przeciwko nam, kto z całych sił robi wszystko, by unicestwić naszą przychylność, a w końcu jest gotów i zabić, bo tak nas nienawidzi – to po ludzku myśląc znów niemożliwe. A Bóg tymczasem daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy właśnie takimi, Jego Syn za nas umarł (w. 8). On nie umarł, by zbawić sprawiedliwych przed Bogiem, nie umarł by zbawić dobrych, lecz tych, którzy znajdowali się w stanie wrogości wobec Boga.

Czy dostrzegasz ten Boży upór i wytrwałość w dążeniu do twojego zbawienia? On był w stanie najwyższą cenę zapłacić, by cię wykupić, by dać ci udział w swojej przyszłości i chwale. Czas pasyjny, który przeżywamy, jest szczególną po temu okazją, by przyjść pod ten krzyż, na którym wydał się dla nas Syn Boży. Otwórzmy oczy, uszy i serce na tę miłość; zachwyćmy się nią tak jak autor naszego fragmentu, niech ten fakt nada nowy kierunek naszemu życiu.