Na betlejemskim pastwisku

Autor: jak <sucha(at)sceav.cz>, Téma: Naše rybička, Vydáno dne: 28. 11. 2015

Poniżej z ogromną radością pozwalamy sobie opublikować opowiadanie niezwykle utalentowanej pisarki z Olbrachcic, pani Maryli Adamec. Jej opowiadania znaleźć można także w najnowszym Kalendarzu Ewangelickim wydanym przez nasz Kościół oraz na łamach "Przyjaciela". Poniższe opowiadanie mamy tam w numerze 12/2015 w czeskiej wersji językowej. Szkoda jednak, by tekst polski, jakże piękny i wzruszający, nie ujrzał światła dziennego.
A więc, oto jest...


Śnieżnobiała owca rozejrzała się wokoło z zachwytem. Uskubnęła źdźbło trawy i stwierdziła:

– Cieszę się, że należę do tego stada. Nigdzie nie ma takich pasterzy jak nasi.

– Nie zawsze tacy byli – powiedziała stara owca, która pasła się obok. Była najstarsza w całym stadzie i naprawdę wiele pamiętała.

– Naprawdę? – zdumiała się mała owieczka, prawie jeszcze jagnię.

– Moja babcia opowiadała – przypomniała sobie inna owca – że zdarzało się, że pasterze uciekli kiedy zjawił się wilk.

– Nie wierzę – zabeczało jagnię.

W swoim krótkim życiu przeżyło chwilę, kiedy w pobliżu ich pastwiska zjawił się wilk i pasterze go przepędzili. Niemożliwe, aby ci sami pasterze uciekali przed wilkiem.

– A jednak to prawda – potwierdziła stara owca. – Nawet nasi pasterze tacy byli. Ale zmienili się. Bóg ich zmienił – poprawiła się. – Kiedy jakiś człowiek spotka żywego Boga, zmieni go to tak, że zachowuje się lepiej nie tylko wobec innych ludzi, ale także wobec owiec (i innych zwierząt). Bóg mówi o sobie, że jest dobrym pasterzem i dlatego jeśli jakiś człowiek, który do Niego należy, pracuje jako pasterz, musi dbać o swoje owce, aby nie przynosić Mu wstydu.

– Opowiedz, jak to wtedy było – poprosiła śnieżnobiała owca. Wprawdzie wszystkie (z wyjątkiem jagnięcia) słyszały już tę opowieść, ale biała owca chciała znowu o tym wszystkim usłyszeć.

Stara owca nie dała się długo prosić.

– Byłam wtedy bardzo młoda. Prawie jeszcze jagnię. Tak jak ty – spojrzała na jagnię. – Był wieczór. Patrzyłyśmy w stronę Betlejem, nawet stąd było widać, że dzieje się tam coś niezwykłego, że jest tam więcej ludzi niż zwykle. Jeden z pasterzy, który tego dnia miał coś do załatwienia w mieście, mówił że było tam tyle obcych ludzi, takie tłumy, że prawie ni można było się ruszyć.

– Dlaczego tam byli? – zdumiało się jagnię.

– Ludzie miewają dziwne pomysły – stwierdziła chuda owca. Była chuda, bo ciągle o czymś dyskutowała i nie miała czasu na jedzenie. Tak twierdziły inne owce, kiedy jej gadanie robiło się nazbyt denerwujące. Dyskutowała nawet z pasterzami, nie zważając na to, że przeważnie nie wiedzą, o co jej chodzi.

Jednak tym razem stara owca zgodziła się z nią.

– To prawda. A czym większą władzę ma taki człowiek tym ma dziwniejsze pomysły. Tak jak wtedy. Jeden ważny człowiek (cesarz, tak nazywa się funkcja, którą pełni), wymyślił sobie, że chce wiedzieć, ile ludzi mieszka w tej części świata, która do niego należy. I aby mógł ich policzyć, muszą udać się tam, skąd pochodzą.

– A nie mógł ich policzyć tam gdzie mieszkają? – spytało jagnię.

– Pewnie mógł, ale może chciał, aby wiedzieli, że ma nad nimi tak wielką władzę – powiedziała chuda owca filozoficznym tonem.

A ja myślę – powiedziała śnieżnobiała owca – że tak naprawdę Bóg chciał aby... Uświadomiła sobie, że opowiada tę historię za starą owcę. A przecież lepiej, aby opowiedziała to ta z nich, która była (prawie) naocznym świadkiem. Zmieszała się.

– Mów dalej – poprosiła. Ale jagnię szybko wtrąciło jeszcze jedno pytanie:

– A jak wielka część świata należy do tego cesarza?

– Prawie cały świat – powiedziała chuda owca. – Tak w każdym razie myślą ludzie. Bo świat jest o wiele większy niż im się wydaje.

– Skąd wiesz? – zdumiało się jagnię.

Owce przeważnie niewiele podróżują, chuda owca też nie była dalej niż na pastwiskach przy Betlejem. Jednak wiele dowiedziała się dzięki temu, że wciągała do rozmowy także wędrowne ptaki i choć twierdziła im, że nie wierzy w ich opowieści, wiedziała od nich, że gdzieś bardzo daleko istnieją regiony, gdzie nie żyją nie tylko ludzie, ale nawet owce. Teraz jednak nic nie powiedziała (bo też chciała słyszeć opowieść starej owcy), tylko zrobiła mądrą minę.

– Tak naprawdę do tego cesarza nie należy nic – powiedziała stara owca. – Tak mu się tylko wydaje, że należy do niego kawał świata. Tak naprawdę cały świat i wszystko co go napełnia należy do Boga.

– Owce też? – spytało jagnię i poczuło, że chce aby tak było.

– Oczywiście – potwierdziła stara owca.

– Owce należą do ludzi – wtrąciła chuda owca.

– To się przecież nie wyklucza – stwierdziła inna owca.

Chuda owca nic na to nie odpowiedziała, bo tak naprawdę też była przekonana o tym, że cały świat i wszyscy co na nim mieszkają (także owce) należy do Boga. Ale czasami, tak samo jak niektórzy ludzie, mówiła rzeczy z którymi tak naprawdę się nie zgadzała, bo lubiła dyskutować.

– Bóg tak to na świecie urządził, że ludzie mieli się troszczyć o owce i inne zwierzęta – powiedziała stara owca. – I tak było na początku. Ale ludzie przestali Boga słuchać i zaczęli źle traktować nie tylko siebie nawzajem, ale także owce (i inne zwierzęta). I dlatego potrzebują Zbawiciela. Nie tylko ludzie, cały świat Go potrzebuje. A Zbawiciel urodził się wtedy w Betlejem.

Wskazała głową w stronę Betlejem, na chwilę się zamyśliła, po czym wróciła do swej opowieści:

– Słońce już zaszło, na niebie świeciły gwiazdy. Zauważyłam, że jest tam jedna gwiazda, której przedtem nie było.

– Która to? – przerwało jej jagnię, które też czasami w nocy zamiast spać obserwowało gwiazdy.

– Już jej nie ma na niebie – wyjaśniła stara owca. – To była specjalna gwiazda, która świeciła tylko wtedy. Wtedy działo się wiele niezwykłych rzeczy. Kiedy tak patrzyłam w niebo, nagle zrobiło się jasno. Wszystkie pozostałe owce i pasterze obudzili się. Tak naprawdę, to ja chyba też na chwilę przysnęłam, bo nie zauważyłam, kiedy zrobiło się jasno – przyznała. – Było jasno jak w południe, ale to było takie inne światło niż w dzień, takie jaśniejsze... albo... trudno to opisać – usprawiedliwiła się. – Wszystkich (także pasterzy a może zwłaszcza pasterzy) ogarnął strach.

– Tak jak kiedy zjawi się wilk? – zabeczało jagnię.

– Nie – zaprzeczyła stara owca. – To było inne. Kiedy pojawi się wilk, wszystkie beczymy z przerażenia. A wtedy... wtedy zupełnie wszyscy zastygliśmy w bezruchu i zaniemówiliśmy. To właściwie nie był strach... było to takie niezwykłe uczucie... taka bojaźń... świadomość tego, że tu na pastwisku jest z nami Bóg. On oczywiście jest tu zawsze, ale wtedy było inaczej. Ogarnął mnie uczucie, że nawet jeśli ktoś ma piękną białą wełnę, to w środku jest brudny i nie może stanąć przed świętym Bogiem... a przy tym czułam, że Bóg jest dobry i miłosierny i... I nagle pojawił się anioł.

– Jak wyglądał? – przerwało jej jagnię.

– Jak anioł – powiedziała chuda owca.

Miała rację, ale stara owca spróbowała anioła opisać.

– Wyglądał trochę jak człowiek. Ale inaczej. Staliśmy tam (owce, pasterze i wszystkie te zwierzęta polne, które żyją wokoło) w tej świętej bojaźni, nie mogliśmy się ruszyć ani przemówić a ten anioł powiedział „Nie bójcie się!”, troszkę przestaliśmy się bać (w każdym razie ja, ale myślę, że inni też), anioł mówił dalej: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym. A to będzie dla was znakiem: Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki i położone w żłobie.” A potem nagle tych aniołów pojawiło się tu całe mnóstwo (wyglądali trochę inaczej niż ten pierwszy), było ich tyle, że prawie nie zmieścili się na naszym pastwisku. I zaczęli śpiewać: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” – zabeczała przeciągle. – Oczywiście brzmiało to wtedy o wiele lepiej. Nawet najbardziej utalentowana owca (albo najbardziej utalentowany człowiek, albo ktokolwiek) nie potrafi śpiewać jak anioł. To było tak wspaniałe... tak... – próbowała znaleźć odpowiednie słowa do opisania anielskiego śpiewu. – Nie da się tego opisać – powiedziała w końcu. – I nie można tego zapomnieć. I nagle wszyscy ci aniołowie zniknęli. Pasterze chwilę jeszcze stali w bezruchu (my owce też), a potem szli spełnić polecenie anioła. Przedtem jednak przez chwilę naradzali się, co zrobić z nami owcami. Jeden z nich powiedział, że skoro Bóg chce, aby szli do Betlejem, to zpewnością się o nas zatroszczy, bo jest przecież tym Najlepszym Pasterzem. I miał rację. Normalnie (nie muszę wam tego mówić) wykorzystałybyśmy okazję i rozbiegłybyśmy się po całej okolicy. I wilki wykorzystałyby okazję i niejedna z nas skończyłaby w wilczym żołądku. Ale wtedy...

– Wtedy? – podchwyciło jagnię, wzdrygając się z przerażenia na wzmiankę o wilku.

– Stałyśmy i czekałyśmy na powrót pasterzy. Po prostu nie mogłyśmy uciekać. Tak naprawdę, to chyba nawet o tym nie pomyślałyśmy. I nawet wcale nie czułyśmy strachu przed wilkami i innymi takimi, wiedziałyśmy, że jesteśmy pod opieką Najlepszego Pasterza. Koleżanka mówiła potem, że widziała na skraju pastwiska wilka, ale wyglądał jakby nie mógł do nas podejść, jakby w ogóle nie miał chęci na owcze mięso. Kiedyś (zanim ludzie wszystko popsuli) też tak było, wilki i owce żyły ze sobą w zgodzie. A kiedy Zbawiciel dokończy, to dlaczego wtedy się urodził, znowu tak będzie – powiedziała z nadzieją. – Nie wiem, jak długo tak stałyśmy, zanim wrócili nasi pasterze. Miałyśmy wrażenie, że są jacyś odmienieni. Wielbili i chwalili Boga za wszystko co słyszeli i widzieli i opowiadali o tym wszystkim, nie tylko ludziom, ale także nam (nawet ci co sądzą, że nie rozumiemy ludzkiej mowy).

Stara owca zamilkła. Pozostałe też w milczeniu rozważały o tym co usłyszały. Tylko jagnię zabeczało:

– Chwała na wysokościach Bogu! – i pobiegło w stronę innej grupki owiec aby podzielić się z nimi tym co usłyszało.


Maryla Adamec